To musiało nastąpić - mój nieunikniony, długo wyczekiwany powrót. Właściwie nikt owego objawienia nie oczekiwał, ale nie będę kontynuowała tego wątku ze względu na niechęć zburzenia optymistycznej wizji i początkowego entuzjazmu, który wiąże się z zaczynaniem działalności.
Dysponuję kapitałem w postaci lat doświadczeń, zalążków wiedzy, motywacji, względnie naprawionego metabolizmu oraz karnetu na siłownię.
Jestem aktualnie u rodziców, jeszcze dziś wracam do Ł. Brakuje mi konkretnego planu.
Muszę wyznać, że przez ostatni tydzień próbowałam odchudzać się jedząc 1700-1800 kcal, co skutkowało wczorajszym napadem. Nie wiem dlaczego to zrobiłam. Nawet nie byłam głodna, nie miałam ochoty na jedzenie, ale nie mogłam przestać, czułam swojego rodzaju przymus nawpierdalania się do bólu brzucha i wyrzutów sumienia. By poczuć się gorzej, bo przecież na to zasługuję..
Dziś dzień zero, ale mimo to nie zamierzam znów nawpierdalać się jak wieprz.