wtorek, 25 grudnia 2012

szesnaście

Emocjonalnej huśtawki ciąg dalszy. Chyba nigdy nie uda mi się z niej zejść.
Jesteś nienasyconą suką, Julia.

piątek, 14 grudnia 2012

zaległe piętnaście

Jesteśmy i działamy. Jestem o krok od szaleństwa. Zgubiłam się.
To jeszcze Ja, czy już ty?

wtorek, 30 października 2012

dziewiętnaście (lat)

Urodziny. Jedne ze smutniejszych.
Dryfuję samotnie. Samotność wśród ludzi daje się we znaki ze zdwojoną siłą. Znowu się zauroczyłam, ponownie nieszczęśliwie. Całkiem tracę wiarę w ludzi. Kocham moje studia i nie zamieniłabym je na żadne inne.
Chwieję się na niestabilnej konstrukcji, w mistycznych porywach powoli zamykam oczy i widzę siebie spadającą w bezdenną przepaść. 


wtorek, 16 października 2012

czternaście

Nie mam internetu. To nie jedyna rzecz, której nie mam.
Niszczę strukturę tego bloga, ale to nie jedyna rzecz, którą niszczę.

sobota, 6 października 2012

trzynaście

Nie wylegiwałam się na trawie skąpanej w słońcu
nie upijałam czystym powietrzem
nie wdychałam toksycznego dymu
nie płonęłam blaskiem
nie pachniałam Tobą

Nie mam internetu, więc jestem odcięta od świata. Właściwie nadal nie żyję, utknęłam w hermetycznym światku, w złudzeniu rzeczywistości. Nie odnajduję się. Chyba schudłam. Nie mogę tu pisać. Chronicznie powtarzające się schematy, do znudzenia podobni ludzie, szare istoty, wyblakła masa. Wszyscy razem i każdy osobno. Nie nałykać się codzienności i nie utonąć. Czy to możliwe?
Świeci słońce. Nadal świeci. Biegnę ku zachodzącemu słońcu. Czy fakt, że zauważam swoją rzekomą odmienność może poświadczyć o mojej faktycznej wyjątkowości? Może już zanurzyłam się w tym świecie, jestem centralnym punktem niczego? Szara nicość. Wszystko gaśnie. Promienie się ulatniają. Szukam w ciemności, błądzę w nieznane. Budzę się. Gdzie ja jestem?

Nie będzie cytatu.

czwartek, 20 września 2012

dwanaście

Utonęłam w łyżce beztroski. Nie mam nic do powiedzenia. Błądzę po labiryncie mojego ja i często się gubię. Ta bezkresna podróż nie ma końca. Nigdy nie dobijemy do brzegu. Samotnie.
Wyzbyłam się całkowicie wewnętrznego i zewnętrznego życia, co dało mi błogi spokój i pozwoliło uzyskać równowagę. Dawno nie czułam się tak dobrze. Dawno nie miałam tak kościstych ramion.


Stop trying to control everything and just LET GO









poniedziałek, 10 września 2012

jedenaście i pół

Co ja właściwie mam robić? Nie w tym momencie..nie pytam, czym mam się zająć, tylko co mam robić w życiu? Zostawiłam je za sobą, uciekłam, sprzedałam za grosze. 
Nie zostawię bloga, nie potrafię nie napisać chociażby kilku słów od czasu do czasu. Daję w ten sposób  dowód mojego istnienia. Po prostu chyba jestem za stara na to wszystko. Mój tok myślenia wyglądał zupełnie inaczej, gdy miało się te 15 lat..
Przestałam palić.
Mam problem z internetem i ze sobą.



środa, 5 września 2012

jedenaście

Policz
do
dziesięciu

oddychaj

głęboko

jeszcze
trochę

a teraz pokaż mi swoje spustoszone wnętrze, odkryj się przede mną, bądź. bądźmy dla siebie.

Cynizm wylewa się ze mnie hektolitrami. Nie potrafię już uwierzyć, zaufać, pokochać. Chyba powinnam przestać tu pisać.
Staję się chodzącym wysypiskiem pochłaniającym brudy tego świata. Wszystko, co wydaje się zbędne zamyka się we mnie, gdziekolwiek pójdę, widzę siebie jako toksyczne odpady. Usiądźcie wygodnie i obserwujcie mój rozkład.

Serce z kamienia, tyłek z metalu, umysł w nieładzie, a dusza w rozsypce.



środa, 29 sierpnia 2012

dziesięć

Posuwam się lekko na wielobarwnej osi. Mimowolny rozpęd, niezdarne potknięcie. Lawina. Spadam tocząc się bezwładnie ku zachodzącemu słońcu. 
Zakochałam się w mieście, z którym wiążą się nowe nadzieje. Nie lubię tego słowa. Śmiałe oczekiwania. Może zbyt śmiałe, ale tylko takie posłużą za respirator i podtrzymają mnie przy życiu. Mam uszkodzoną aparaturę. Sama jesteś sobie winna, Julia.
To wszystko wydaje się być przewlekłym snem. Koszmarem? Rzeczywistością? To się dzieje naprawdę. Właśnie tu, teraz, w tym momencie. Natychmiast.
Jestem zakurzonym zakamarkiem. Kulą niechcianego brudu. Permanentnym odpadkiem. Z przerwami na sen. A śnię pięknie. We śnie nie czuję naporu ciała i jego presji bycia nieuchwytnie doskonałym. 
Moje myśli więdną, ciało zastyga, a dusza wypełnia się goryczą. Od dawna gości w niej nieprzejrzany smutek odbijający się w tafli niebieskich oczu. Tak często zmieniają kolor. Przyjęło się, że są niebieskie. Nie podobają mi się zielone oczy.

Chciałabym zejść ze sceny i raz na zawsze zrzucić maskę. Schować głęboko, na najniższą półkę w nieodkrytym wnętrzu szafy i nigdy nie wyjmować. Zmienić ją na inną. Lub zupełnie przestać grać. 
Anarchia w teatrzyku.

Jesteśmy dorośli, Julka, panujemy nad swoimi emocjami. Nie, nie dziś. Dziś uwolnię swoje wewnętrzne dziecko.

Nie wiem, za czym tęsknię. Za tobą. Za utraconą wolnością, której nigdy nie miałam. Za dotykiem, przed którym się chowam jak poparzona. Za czułością, którą z pogardą odpycham. Za rozmową, którą urywam. Za jedzeniem, którego nienawidzę. Za głodem, którego z jakiegoś powodu, niezależnie ode mnie, nie jestem w stanie przyjąć. Chciałabym krzyczeć, że za tobą tęsknię. Drzeć się i wyć. Potrafię wydusić z siebie tylko bezdźwięczne wołanie, którego nie jesteś w stanie usłyszeć..


Ktoś, kogo kochasz, i ktoś, kto kocha ciebie, nigdy, przenigdy nie są tą samą osobą.









wtorek, 28 sierpnia 2012

dziewięć

Zgubiłam siebie i nie potrafię odnaleźć. 
Wróciłam tu.
Nie mam czym oddychać.

Wyjeżdżam w piątek.
Weź się w garść, Julia.




Tęsknię

środa, 22 sierpnia 2012

osiem

Nadal zbyt emocjonalnie traktuję jedzenie. Zgodnie z moimi przewidywaniami - to dopiero początek długiej i wyczerpującej pracy nad własnymi słabościami. To jedyna rzecz, która trzyma mnie przy życiu, ale jednocześnie odbiera chęci, by żyć.
Wszystkie sfery mojego życia podporządkowałam jedzeniu. Pozwoliłam, żeby przejęło nade mną władzę. Stało się wyznacznikiem sukcesu lub porażki. Kontrola tego, co zjadam dawała złudzenie panowania nad moimi emocjami. 
Jak może czuć się ktoś, kto widzi jak jedyna rzecz, jaką w życiu osiągnął przecieka mu między palcami, ucieka z zawrotną prędkością, oddala się bezpowrotnie? Wymarzona waga. Niczego więcej w życiu nie dokonałam. Nie mam kariery, pieniędzy, sukcesów, miłości, przyjaciół, bliskiej osoby. Nie mam swojego miejsca w życiu. Mam siebie. Niezrównoważoną, niedoskonałą, niepoukładaną, nieidealną, niewykształconą siebie. I takiej siebie nie potrafię szczerze pokochać. Ani pokonać.
Właściwie nie chcę być bezwzględnie doskonała. Doskonałość jest abstrakcją, pojęciem nieuchwytnym, które nie zostało określone. To, co dla jednych jest doskonałe, dla innych istnieje jako twór pełen skaz. Przede wszystkim nie chcę być doskonała dla nikogo. Chcę być idealnie nieidealna dla samej siebie.
To nie jest akt użalania się nad sobą i swoimi wyimaginowanymi problemami, lecz swoisty rozrachunek z dotychczasowym życiem. Nie wierzę w to, że fala porażek zwiastuje ogrom sukcesów, których ja sama dokonam. Będę upadać. Będę upadać jeszcze wiele razy. Ale za każdym razem się podniosę. To mogę obiecać.



Ideał trwa tylko przez moment. Więcej nie można od niego wymagać.










niedziela, 19 sierpnia 2012

siedem

Mój depresyjny nastrój się pogłębia. Może to nie chwilowy brak radości i poczucia sensu życia, ale stan umysłu i duszy. Coś mnie wyraźnie gnębi.
Znowu nie śpię i myślę o tobie. Kiedy w jakiś niezrozumiały sposób ciągle czuję twoją obecność, odtrącam cię. Gdy patrzę jak odchodzisz, nagle staję się bezbronna, jestem tylko dla ciebie. Przecież ciebie nigdy nie było...
Zżera mnie zazdrość. Poczucie jakiejś niesprawiedliwości. Bardziej rozpaczliwego wołania o cząstkę radości, niż chorej zawiści. Po prostu patrzę na ludzi i myślę, że chciałabym dostawać choć połowę tego, co oni. W kwestiach czysto niematerialnych.
Idę zapalić papierosa.


Nie mam już tożsamości. Nadal egzystuję, a raczej bezwładnie chodzę sobie po świecie jako bezkształtna masa. 
Wracaj tu i walcz ze mną.
Porzuć mnie, a będę tylko twoja.
Utop się we mnie, a nie zaznasz już spokoju. 
Odrzucę każdego, kto będzie w stanie dostrzec we mnie więcej niż coś, co można momentalnie posiąść. 

Twoje serce to moja piñata.






piątek, 17 sierpnia 2012

sześć

Moje ciało jest niekwestionowaną porażką. Osobistą tragedią. Niedoskonałą materią skupiającą niedostatki tego świata. To bezkształtne narzędzie, które ludzie chcą tylko posiąść. Istota wieloletniego koszmaru, nocnej mary, która wraca za dnia i bezczelnie burzy uwielbioną harmonię. 
Przekleństwo.

Skupisko brudu i sterty śmieci. 
Nie mogę pisać
Nie mogę krzyczeć 
Nie umiem mówić
Nie potrafię.

Zdejmij z siebie tę blokadę. Odblokuj się i pisz. Mów. Krzycz. Głuchy krzyk, bezdenne wołanie, które nie chce być usłyszane. 
Tania dziwka.
Suka.
Manipulantka.

Nie przerywaj pisania.
No, wyrzuć to z siebie. Albo idź jeść. Zjedz. Pochłoń swój smutek. Niech on pochłonie ciebie. Nie, lepiej napisz.
Źródłem moich problemów emocjonalnych jest brak zdolności do wyrażania uczuć. Tak, sama dokonałam tego kolosalnego odkrycia.
Wegetuję. Nie żyję. Czy ja w ogóle istnieję?




Mam mętlik w głowie. Nawet najprostsze czynności stają się codzienną walką ze sobą i ze światem. Swoisty antyestetyzm. Zawsze już będę w permanentnym konflikcie ze społeczeństwem. 
Nie potrafię tego z siebie wyrzucić


Nikt nie jest jeszcze do końca nieżywy, ale powiedzmy sobie, że zegar tyka.









Bezgranicznie uwielbiam chude nogi.

czwartek, 16 sierpnia 2012

pięć

Chodzą za mną trzy cienie.
Nie wiem, kim jestem? 
Nie wiem, co jest prawdą, a co kłamstwem?
Nie wiem, kiedy udaję, a kiedy jestem prawdziwa?
Chcę kontroli.

Nie mogę w takim stanie iść na studia.

Uroda daje władzę, tak samo jak pieniądze i strzelba.






środa, 15 sierpnia 2012

cztery

Każdy z moich blogów miał około dwóch lat. Po tym czasie następował czas zmian, nowy etap w życiu. Coś się kończyło, a coś zaczynało. Walka ze sobą, z kilogramami. Stabilizacja, chęć dalszego schudnięcia, a w rzeczywistości usiłowanie złamania rytmu. Rozsądek, konfrontacja z problemami - z tym mam do czynienia obecnie. Zdałam sobie sprawę, co tak naprawdę sobie zrobiłam. Przez głodówki, niskokaloryczne, drastyczne diety, objadanie się ponad normę. Rozregulowany organizm. Zdaję sobie sprawę, że naprawiania tych szkód zajmie mi wyjątkowo długo. To nie potrwa miesiąc lub dwa. Będzie się ciągnęło latami. Zawrócić, cofnąć się, by zrobić rozbieg i ruszyć do przodu. Nie szybciej, tylko skuteczniej.
Nie popełnijcie tego błędu.
Naprawiam błędy. Reguluję metabolizm. 

Nie potrafię się oczyścić z emocji. Minie wiele czasu, zanim będę się dzieliła moim życiem emocjonalnym.


płytki oddech
spojrzenie uciekającego przed odpowiedzialnością skazańca
wijące się myśli wyzwolone przez emanujący oznakami niepoczytalności niemy krzyk
wspomnienie, które gwałtownie zamyka oczy
znowu czujesz ten zapach
bez pośpiechu, subtelnym ruchem języka dotykach zaschniętych warg
powiększają ci się źrenice
światło dociera znad widnokręgu
mistyczna siła czule wodzi twe dłonie po stukającej klawiaturze

różnica między "być" a "bywać"
bywasz. bo już od dawna nie jesteś


Ta pętla, która nigdy się nie kończy. (...) Jak ja mogłam być taka głupia? Jesteśmy tak totalnie uwięzieni w sobie.






niedziela, 12 sierpnia 2012

trzy

Przyszedł czas długo wyczekiwanego i zasłużonego odpoczynku psychicznego. Uwielbiam być sama. Przebywać sama. Uwielbiam samotność. Niezakłócone podróże do własnego wnętrza. Dążę do samotności, chociaż właściwie przez całe życie się jej bałam. Marzę zupełnie o czymś innym. Czy ja w ogóle jeszcze marzę? Jest we mnie tyle sprzeczności..
Nie jestem jeszcze gotowa na wprowadzanie zamętu do mojego niepoukładanego życia. Tłumię w sobie całą frustrację, której niepohamowane pokłady niespodziewanie wypłyną i zaleją całą kulę ziemską. Moją planetę. Której jestem środkiem. Krążącą wokół własnej osi. Czy dla kogoś istnieję? Moje istnienie jest celem samym w sobie, czy ma głębszy sens, którego nie potrafię dostrzec?
Świat poza mną nie istnieje. 


Nie przejadam się. Udaje mi się powstrzymywać napady apetytu. Ochotę na jedzenie. Chciałabym jeść o stałych porach, ograniczyć węglowodany do minimum, pić więcej wody i zacząć ćwiczyć. Wszystko stopniowo.
Muszę kupić wagę kuchenną i łazienkową. 
Mieć odwagę na bezpośredni kontakt z rzeczywistością.



Mam nieustającą świadomość o byciu cząstką wytworu czyjejś wyobraźni, jakbym nie egzystowała jako wolny od popędów człowiek, lecz jako nienasycony wymysł cierpiący na zaburzenia osobowości.
Stajemy na rozdrożu i nagle zdajemy sobie sprawę, że jesteśmy tym, kogo jeszcze tak niedawno brzydziliśmy się i obwieszaliśmy hańbą. 
Refleksja oświetla mi drogę, a poczucie bezkresnej nędzy trzyma mnie za rękę. Nawet nie podejmuję próby uwolnienia się z jej zimnego uścisku. Samokrytyczne obelgi czule pieszczą moje uszy.
To ja cię stworzyłam



Prawdziwy uśmiech można utrzymać jedynie przez pewien czas, potem są to już tylko zęby.





czwartek, 9 sierpnia 2012

dwa

Doprowadzam się do stanu względnej normalności. Mój stan psycho-fizyczny aktualnie pozostaje bez zarzutów. W tym momencie. Może się pogorszyć.
Stwierdziłam, że użalanie się nad swoim losem jest jedną z ostatnich rzeczy, na które mogę sobie w obecnej sytuacji pozwolić. Udało mi się wyjść z domu. Jeszcze nie zebrałam wystarczająco sił, nie wyzbyłam się strachu i nie zaczęłam ćwiczyć. Możecie nazwać to lenistwem, ale tkwi we mnie poczucie panicznego strachu, mam wrażenie, że wszędzie czai się coś obcego, bezwzględnie przerażającego..
Odseparowałam się.
W dążeniu do celu pomaga mi umiarkowany smutek. 
Spaceruję paląc jedną fajkę za drugą. Ignoruję ludzi. Jestem obcą cząstką krążącą bezwładnie po wszechświecie i przyziemne sprawy tego świata mnie nie dotykają. Unoszę się nad nimi w swoim zatraceniu. 
Jem 3-4 posiłki dziennie. Ostatni o 18. Jeśli jestem najedzona, to pomijam kolację. Hektolitry kawy. Woda z sokiem z cytryny. Ruch w postaci spacerów. Nie przejadam się, co stanowi mój zasadniczy cel na chwilę obecną. Kolejnym będzie całkowita kontrola tego, co jem. Chociaż już teraz staram się to robić. 
Dodam, że od kilku lat moja dieta opiera się na warzywach, owocach, odtłuszczonym nabiale i ciemnym chlebie, który staram się wyeliminować. Możecie zapytać: skąd w takim razie niezadowolenie z siebie i dalsza chęć schudnięcia? Nie wiem. Nie mam pojęcia.


Rzeczywistość przerysowana cyklicznie powtarzającymi się słowami układającymi się w niespójny bełkot. Zdania wielokrotnie złożone, skomplikowana składnia i wyszukane podłoże leksykalne.
Pseudo-naukowy styl, za którym ukrywają się tłumione emocje. Maska nierozerwalnie złączona z zastygłą twarzą. Coś krzyczy w środku, chwyta się ulotnego impulsu, po czym zanika pod ciężarem strategicznego bezruchu.

Przerażający krzyk zdewastowanej harfy.
Nieporządek w pozornym cyklu. Iskra zapalna zgaszona bezwładnym opadaniem na symbol ukojenia. Ucieczka od rzeczywistości, przedzierająca się odwaga.
Marionetki w teatrze zagłady, ubrane w białe koszule, skute kajdanami systemu. Ruiny opętane pustoszącym huraganem, zakrywane szczeliny, przez które mógłby dostać się promień obiecującego światła.
Wyuczone gesty. sceniczne
Arytmiczny puls serca

Głuche echo obijało się o ściany, a ja czułam tylko narastający ból świata, skrzywienie zatraconej wiary człowieka, która niewielkimi cząstkami powracała do mnie i oddalała się, niczym słońce naprzemiennie wschodzące i zachodzące, zanim zdąrzę w pełni nasycić się jego blaskiem.


Dlaczego człowiek czuje się jak głupek, kiedy śmieje się w samotności, a zwykle w końcu tak płacze?






wtorek, 7 sierpnia 2012

jeden

Niełatwo przyszło mi pożegnanie się z Onetem. Przez lata gromadziłam tam moją historię, wylewałam mój smutek, w którego odbiciu każda z was mogła dostrzec karykaturalną postać samej siebie. Przyzwyczaiłam się. Przywiązałam. Przy przeprowadzce towarzyszy mi to osobliwe uczucie niepewności, strachu przed czymś obcym i na swój sposób odrażającym...nieprzyjaznym. To tylko jedna z wielu zmian, jakie mam zamiar wprowadzić w najbliższym czasie. Właściwie to nie mój zamiar, raczej decyzje, do których zostałam zmuszona przez życie. Wprawdzie nie działo się to bez mojej wiedzy i zgody, ale odnoszę nieustające wrażenie, że to wszystko zostało gdzieś odgórnie ustalone.

Boję się. Pozwoliłam żeby strach stał się dominującym uczuciem w moim życiu. Jedynym będącym przy mnie już zawsze. Gdziekolwiek idziesz, twój strach podąża za tobą. Jest zawsze, okrywa cię wątłymi ramionami nawet gdy za wszelką cenę chcesz się uwolnić. Ale one są zbyt silne. Te ramiona. Chociaż na takie nie wyglądają. Pozory mylą.

Nikt nie pamięta mnie z Onetu. Ja z Onetu leżę głęboko pod ziemią, przysypana nieestetycznym gruzem, staję się cząstką prabytu zżeraną przez zdesperowane robactwo. Umarłam. Po prostu przestałam istnieć. Albo chcę przestać. Pozbyć się części siebie, której się nie lubi, by dać więcej przestrzeni tej, którą się aprobuje. Jest jakaś część mnie, którą lubię?
Nikt nie pamięta ponad 4 lat walki, upadania i podnoszenia się. Ja sama dałabym wiele, żeby o nich zapomnieć. Ale one już zawsze będą ze mną, spacerując pod rękę z moim strachem.
Nic o sobie nie wiem. Podobno niedługo będę miała 19 lat, podobno mam 1,72 wzrostu, podobno kiedyś ważyłam 64 kg. Podobno osiągnęłam docelową wagę 50 kg. Podobno pod wpływem głodu sukcesów i wizji samorealizacji udało mi się zejść do 48 kg.
Nie wiem, ile ważę obecnie
Nie wiem jaka jestem
Nie wiem czego chcę...



Kiedy nie wiemy, kogo nienawidzić, nienawidzimy samych siebie.