"Ja mam kryzys permanentny. Jestem typem depresyjnym, trudno jest mi się cieszyć z czegokolwiek, widzę świat w ciemnych barwach. Jest fajnie, bo pijemy herbatę, gadamy, jest ładna pogoda, ale mam w sobie czarną dziurę, która cały czas promieniuje. Jak każdy zneurotyzowany typ przeżywam momenty euforii. Im większa euforia, tym potem większy dół. Taka sinusoida, bez równowagi."
Nieustająca gonitwa myśli nie pozwala mi zatrzymać żadnej na dłużej.
piątek, 19 grudnia 2014
poniedziałek, 15 grudnia 2014
Znikające ciała
Odczuwam wzmożoną potrzebę autodestrukcji i samozagłady.
Nadrzędną wartością w moim życiu pozostaje chudość, zatem istnienie nie ma obecnie najmniejszego sensu.
Szesnaście dni bez napadów. Zatem wprowadzam kolejny krok. Rzekomo potrzeba 21 dni, aby wytworzyć nawyk. Dlaczego nie 20 lub 22? Kolejny pseudo-psychologiczny wymysł? W każdym razie nie dysponuję taką ilością czasu. Nie żyję w społecznej próżni, więc moja nieobecność wpływa na odczucia innych osób...w odpowiedzi na milczenie pojawiają się złość, niechęć albo, co gorsza, obojętność.
Nadrzędną wartością w moim życiu pozostaje chudość, zatem istnienie nie ma obecnie najmniejszego sensu.
Szesnaście dni bez napadów. Zatem wprowadzam kolejny krok. Rzekomo potrzeba 21 dni, aby wytworzyć nawyk. Dlaczego nie 20 lub 22? Kolejny pseudo-psychologiczny wymysł? W każdym razie nie dysponuję taką ilością czasu. Nie żyję w społecznej próżni, więc moja nieobecność wpływa na odczucia innych osób...w odpowiedzi na milczenie pojawiają się złość, niechęć albo, co gorsza, obojętność.
środa, 10 grudnia 2014
progres
Ponownie przepraszam. Nie mam czasu na zebranie myśli i pisanie. Mimo że wyindukowanie prozaicznych czynności wiąże się dla mnie z nadludzkim wysiłkiem, ciągłe zaabsorbowanie aktywnością pozwala mi zapomnieć o beznadziejności mojego życia. Dostrzegam niewielki, choć znaczący progres. Niestety nie żyję w społecznej próżni, życie mi ucieka...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)