Utonęłam w łyżce beztroski. Nie mam nic do powiedzenia. Błądzę po labiryncie mojego ja i często się gubię. Ta bezkresna podróż nie ma końca. Nigdy nie dobijemy do brzegu. Samotnie. Wyzbyłam się całkowicie wewnętrznego i zewnętrznego życia, co dało mi błogi spokój i pozwoliło uzyskać równowagę. Dawno nie czułam się tak dobrze. Dawno nie miałam tak kościstych ramion.
Co ja właściwie mam robić? Nie w tym momencie..nie pytam, czym mam się zająć, tylko co mam robić w życiu? Zostawiłam je za sobą, uciekłam, sprzedałam za grosze.
Nie zostawię bloga, nie potrafię nie napisać chociażby kilku słów od czasu do czasu. Daję w ten sposób dowód mojego istnienia. Po prostu chyba jestem za stara na to wszystko. Mój tok myślenia wyglądał zupełnie inaczej, gdy miało się te 15 lat..
Policz do dziesięciu oddychaj głęboko jeszcze trochę a teraz pokaż mi swoje spustoszone wnętrze, odkryj się przede mną, bądź. bądźmy dla siebie. Cynizm wylewa się ze mnie hektolitrami. Nie potrafię już uwierzyć, zaufać, pokochać. Chyba powinnam przestać tu pisać. Staję się chodzącym wysypiskiem pochłaniającym brudy tego świata. Wszystko, co wydaje się zbędne zamyka się we mnie, gdziekolwiek pójdę, widzę siebie jako toksyczne odpady. Usiądźcie wygodnie i obserwujcie mój rozkład. Serce z kamienia, tyłek z metalu, umysł w nieładzie, a dusza w rozsypce.