piątek, 19 grudnia 2014

Kiedyś zniknę

"Ja mam kryzys permanentny. Jestem typem depresyjnym, trudno jest mi się cieszyć z czegokolwiek, widzę świat w ciemnych barwach. Jest fajnie, bo pijemy herbatę, gadamy, jest ładna pogoda, ale mam w sobie czarną dziurę, która cały czas promieniuje. Jak każdy zneurotyzowany typ przeżywam momenty euforii. Im większa euforia, tym potem większy dół. Taka sinusoida, bez równowagi."

Nieustająca gonitwa myśli nie pozwala mi zatrzymać żadnej na dłużej.

poniedziałek, 15 grudnia 2014

Znikające ciała

Odczuwam wzmożoną potrzebę autodestrukcji i samozagłady.
Nadrzędną wartością w moim życiu pozostaje chudość, zatem istnienie nie ma obecnie najmniejszego sensu.
Szesnaście dni bez napadów. Zatem wprowadzam kolejny krok. Rzekomo potrzeba 21 dni, aby wytworzyć nawyk. Dlaczego nie 20 lub 22? Kolejny pseudo-psychologiczny wymysł? W każdym razie nie dysponuję taką ilością czasu. Nie żyję w społecznej próżni, więc moja nieobecność wpływa na odczucia innych osób...w odpowiedzi na milczenie pojawiają się złość, niechęć albo, co gorsza, obojętność. 

środa, 10 grudnia 2014

progres

Ponownie przepraszam. Nie mam czasu na zebranie myśli i pisanie. Mimo że wyindukowanie prozaicznych czynności wiąże się dla mnie z nadludzkim wysiłkiem, ciągłe zaabsorbowanie aktywnością pozwala mi zapomnieć o beznadziejności mojego życia. Dostrzegam niewielki, choć znaczący progres. Niestety nie żyję w społecznej próżni, życie mi ucieka...

sobota, 29 listopada 2014

wracam (nie)śmiało

Lubię, gdy przed zaśnięciem pochłania mnie każdy rodzaj głodu. Czas wrócić do żywych!

środa, 12 listopada 2014

spojrzenie ze szkła

Mam zbyt wiele do powiedzenia, by cokolwiek opisywać. Swoisty paradoks. Trzymałam się założeń, mimo to po dwóch tygodniach prawdopodobnie nie schudłam wcale. Przeprowadzę eksperyment, mianowicie odstawię hormony i odezwę się za jakiś czas.

piątek, 7 listopada 2014

?

Poniedziałkowa wizyta u psychiatry powinna rozstrzygnąć wiele kwestii.
W środę miałam dzień wolny od ćwiczeń, zatem zjadłam niecałe 1000 kcal. W czwartek i dziś utrzymuję się na około 1300-1350 kcal, spaceruję po 80 minut dziennie i spalam 900 kcal ćwicząc na siłowni. Standard. Nie wiem, czy chudnę...obawiam się, że nie. Z drugiej strony chyba nie oczekiwałam, że spadnie mi 5 kilo po tygodniu?
Zaczęłam się uczyć, nie palę od trzech dni. Jednak postępowanie zgodne z zasadą 'wszystko albo nic' sprawdza się w moim przypadku niezawodnie. Nie potrafię swobodnie się wypowiadać, natręctwa i paranoiczne myśli zalewają mój strumień świadomości. Przepraszam.

wtorek, 4 listopada 2014

bezradność

Skąd mogę wiedzieć, czy moje starania przyniosą efekty? Że jeszcze kiedykolwiek będę chuda?
Mam wrażenie, że to wszystko jest jedynie koszmarnym snem, z którego nie mogę się obudzić.
Nienawidzę siebie. Nie mam pojęcia co robić i co będzie dalej. Jestem tutaj wyłącznie ze względu na strach... nie potrafię sobie odebrać życia.
Teraz pójdę spać, a jutro będę udawała, że ten dzień nie miał miejsca.

Dziś:
1300 kcal, 80 minut spaceru i 900 kcal spalonych na siłowni. Tylko to się liczy.
Dopisane: mój negatywizm nie jest związany w żaden sposób z bilansem.

poniedziałek, 3 listopada 2014

gorsza?

Sobota była dla mnie naprawdę trudna do zniesienia. Przede wszystkim z powodu ograniczeń dotyczących jedzenia, które sobie narzuciłam, ale też braku ćwiczeń oraz przytłaczającej samotności. W ciągu ostatnich czterech miesięcy spotkałam się ze znajomymi zaledwie dwa razy. Od ponad tygodnia nie chodzę na zajęcia. Jedyne ubrania, w które się mieszczę i wyglądam w miarę przyzwoicie musiały powędrować do prania, a ja nie pozwolę, by ktoś zobaczył mnie w takim stanie. Zdaję sobie sprawę z tego, że jestem płytka jak kałuża, nie zaliczę semestru, a moje fobie przejmują nade mną kontrolę opanowując mnie całkowicie, ale jak widzicie desperacko potrzebuję schudnięcia kilku kilogramów na teraz, już, natychmiast, bezzwłocznie.
Dławię się własnym lękiem. Dosyć tego. Inne osoby nie robią niczego, są pozbawieni większych ambicji, nie stawiają sobie wysoko poprzeczki i są z tym faktem cholernie szczęśliwe, jest im dobrze, niemal zatracają się w swej beztrosce i bezpodstawnym zadowoleniu z siebie. To z jakiej racji ja powinnam nieustannie starać się, dążyć do czegoś, co nie przynosi mi ukojenia i satysfakcji? W celu udowodnienia sobie oraz innym, że nie jestem gorsza? Nie ma już idealnej Julii. Nie wiem, czy kiedykolwiek wróci. Mam dosyć stawania się czyjąś wizją, spełniania wymagań oraz robienia tego, czego oczekują inni ludzie. Zamierzam skoncentrować się na dążeniu do chudości - jednego z nielicznych źródeł szczęścia, które są dla mnie dostępne. Najgorsze jest to, że byłam już chuda, niemal idealna we wszystkich aspektach, a zniszczyły mnie wieczna niepewność, niezadowolenie, notoryczne zawyżanie sobie poprzeczki oraz permanentny stres. Tym razem nie pozwolę siebie pokonać.


wczoraj:
* zjedzone: ok. 1200 kcal (400 g serka wiejskiego, 450 g warzyw na patelnię, 400 g jabłek, 100 g śliwek, 50 g kaszy gryczanej, 10 g wiórków kokosowych, 2 łyżki oleju rzepakowego)
* aktywność fizyczna: 80 minut spaceru i ok. 1000 kcal spalonych na siłowni : )
* papierosy: 5
* pieniądze: kupiłam fajki i staram się sobie wmawiać, że wcale nie jest mi z tym faktem źle


dziś:
* zjedzone: ok. 1300 kcal (300 g serka wiejskiego, 900 g jabłek, 100 g śliwek, 10 g kaszy gryczanej, 2 łyżki oliwy z oliwek, 600 g warzyw na patelnię)
* aktywność fizyczna: 80 minut spaceru, 900 kcal spalonych na siłowni
* papierosy: milion
* pieniądze: kupuję karnet na siłownię (70 zł)

Nie wliczam brokułów. Zarejestrowałam się do endokrynologa, będzie to wydatek około 100 zł, ale przynajmniej zyskam więcej pewności co do mojego stanu zdrowia. Zamierzam się dowiedzieć, czy nadmierny balast choć w części wynika z zatrzymania wody w ustroju na skutek przyjmowania estrogenów, czy po prostu spasłam się jak świnia i powinnam wreszcie się z tym faktem pogodzić.

sobota, 1 listopada 2014

impuls

Moje życie to jakiś makabryczny żart, którego prawdopodobnie tylko ja nie łapię. Po odbyciu tradycyjnego treningu na siłowni natknęłam się w szatni na jedną z instruktorek. Za wszelką cenę chciałam uniknąć interakcji, ale z jej inicjatywy wywiązał się następujący dialog:
- A Ty to na jakichś wczasach byłaś? Bo inaczej wyglądasz!
- ... biorę leki
- Wiem, że bierzesz leki, tak właśnie myślałam, bo ja pracuję z takimi osobami, więc z pewnych rzeczy zdaję sobie sprawę. Ładnie, bardzo ładnie wyglądasz. Tylko nie szalej z ćwiczeniami za bardzo
- Dziękuję ?
- Bardzo ładnie. Naprawdę.
- ...

Starałam się zachować względny spokój, ale po przebraniu się i opuszczeniu budynku dosłownie zalałam się łzami. Płakałam niemal przez całą drogę do mieszkania. Głupia pizda, skoro rzekomo pracuje z 'takimi osobami' to powinna doskonale wiedzieć w jaki sposób jej komentarz może zostać odebrany. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie chciała mnie urazić i miała dobre intencje, ale mam dosyć usprawiedliwiania bezmyślnych zachowań. Ostatni raz pozwoliłam się zmieszać z błotem. Nie mogę w mojej obecnej sytuacji dopuścić do kolejnego załamania oraz pozwolić sobie na opuszczanie zajęć na uczelni i izolowanie się od ludzi ze strachu przed oceną. 
Uświadomiłam sobie, że cały świat wewnętrzny oraz ten dookoła mnie krzyczą, bym wreszcie wzięła się w garść i zaczęła zmieniać swoje życie. Muszę umówić się na wizytę u endokrynologa, ponieważ pani doktor, która prowadzi moje leczenie stworzyła sobie sztywny schemat poznawczy mojej osoby i traktuje mnie jak głupią anorektyczkę. Nie ufam lekarzom, zbyt wiele razy się zawiodłam i miałam do czynienia z niekompetencją. Odwiedzę też psychiatrę w celu otrzymania diagnozy i dobrania tabletek nasennych, ponieważ już drugi przyjmowany przeze mnie lek nie przynosi oczekiwanego rezultatu, więc nie jestem w stanie funkcjonować. Nie mogę się w nieskończoność usprawiedliwiać zaburzeniami hormonalnymi - postęp dokonany w przeciągu ostatnich dni świadczy o tym, że jeśli się postaram, jestem w stanie dotrzymać postanowień. Po prostu muszę więcej od siebie wymagać.

Pragnę bliskości, dotyku, ale przypominam sobie, że jestem zbyt obrzydliwa i nie mogę pozwolić na to, by ktoś zobaczył mnie w takim stanie.
Nie będę dziś ćwiczyła, więc wypadałoby się lekko przygłodzić. Muszę zacząć planować posiłki, wrzucać jadłospisy do dziennika posiłków, ustalić limit kalorii i liczyć rozkład BTW. Zacznę od, powiedzmy, 1300 kcal.

liczby z 31.10:
*zjedzone: dwa serki wiejskie, kilka jabłek, brokuł, warzywa z mrożonki, dwie łyżki oleju rzepakowego, 3 łyżeczki wiórków kokosowych, ogromna marchewka
*aktywność fizyczna: 80 minut spaceru i około 900 kcal spalonych na siłowni
*papierosy: 6
Nie miałam nieplanowanych wydatków.


dziś:
*zjedzone: brokuł, serek wiejski, 6 małych jabłek, warzywa z mrożonki, łyżka oleju rzepakowego, łyżeczka wiórków kokosowych
...


czwartek, 30 października 2014

niepamięć

Poczucie winy powstające pod wpływem świadomości ignorowania obowiązków upycham głęboko w zakamarkach nieświadomości, jego ślady wypływają czasem przesuwając się spazmatycznie wraz z prądem myśli. Odnoszę wrażenie, że moje możliwości pozwoliłyby mi na zwalczenie zastoju intelektualnego, ale ciąży na mnie blokada, której nie jestem w stanie złamać. Być może za mało się staram? Owszem, ciąg bezsennych nocy obezwładnia mnie całkowicie, jednak muszę się przyznać do tego, że głównym motywem niechodzenia na zajęcia wciąż pozostaje utrzymujący się na stałym poziomie wstręt do samej siebie, niezadowolenie ze swojego wyglądu, depersonalizacja...jakby ktoś zamknął mnie w obcym, niedoskonałym ciele i nakazał egzystować...

Są moje urodziny, a nikt z 'dawnych' znajomych nie złożył mi życzeń. Nie będę tutaj ukrywała, że jestem rozczarowana i zawiedziona. Spodziewałam się tego, ale jednak doświadczałam przebłysków nadziei, że konkretne osoby będą o mnie pamiętały.. Pozostała tylko głucha cisza obijająca się o ściany. Z drugiej strony cieszę się, ponieważ to oznacza, że jednak podjęłam słuszną decyzję dotyczącą tego, jak będzie wyglądało moje życie, że właściwie wybrałam.

Może nie byłam ze sobą do końca szczera, uczciwa, może zbyt mało od siebie wymagałam. Powinnam i chcę się starać bardziej, wtedy otrzymam zasłużone efekty i osiągnę cele. Wreszcie będę mogła być znów chuda. Być znów sobą.

liczby:
*zjedzone: kawa z mlekiem, jabłka (700g), śliwki, dwa serki wiejskie, 3 łyżeczki wiórków kokosowych, kilka marchewek - muszę jeść więcej, zwłaszcza tłuszczów. dziś nie miałam czasu i w sumie nie byłam głodna. oraz ograniczyć owoce
*aktywność fizyczna: 80 minut spaceru oraz około 750 kcal spalonych na siłowni
*papierosy: dziś 5 i na tym koniec
*pieniądze: kupiłam fajki zamiast jedzenia...tym razem paczka musi mi starczyć na kilka dni. poza tym chciałabym wydawać mniej na owoce
*aktywność umysłowa: nie-pójście na zajęcia, znowu. nic. zero.

Życzę sobie, żebym była chuda.

środa, 29 października 2014

remisja

Próby ściągnięcia mnie z obłoków do realnego świata zakończyły się spektakularnym fiaskiem. Nie podoba mi się rzeczywistość i za wszelką cenę nie chcę tam wrócić. Usłyszałam wiele negatywnych słów...raniących niczym lodowane ostrza niespodziewane wbijane w plecy. Bez znieczulenia. Zderzenie to zaowocowało zinternalizowaniem przeze mnie następujących faktów:
- przytyłam. dużo przytyłam. określana jestem jako osoba "wyglądająca zdrowo, normalna, nie wychudzona"... to boli. cholernie boli. Jakim prawem ludzie, których nie proszę o wyrażenie swojego zdanie wypowiadają się na temat M O J E G O wyglądu? Swoją drogą - jak ciężkim debilem trzeba być, by osobie chorej na zaburzenia odżywiania powiedzieć, że 'DOBRZE wygląda'? Czego oni się do kurwy nędzy spodziewają, jakiej reakcji? Może jeszcze powinnam się uśmiechnąć i podziękować za komplement? Zdaję sobie sprawę z tego, że większość osób nie myśli takimi kategoriami, ale chyba wypada choć trochę ruszyć głową i wykazać się odrobiną taktu. Wygenerowało to narastający lęk przed społeczeństwem. Nie chcę z nikim rozmawiać ze względu na strach przed byciem obserwowaną...przed słowami, których za wszelką cenę nie mam ochoty usłyszeć.
- w sierpniu, zwłaszcza w drugiej połowie - jadłam; bardzo dużo, zbyt dużo, nie ruszając się z łóżka. Pozostaję w pełni świadoma popełnionego błędu oraz jestem w stanie zaakceptować jego naturalne  konsekwencje. Zasłużyłam na to.

- jestem psychicznie chora i wymagam leczenia na wielu frontach
- nie mam pojęcia ile ważę, lecz brak mi gotowości, by się z tym zmierzyć. Nie mieszczę się w ubrania, odrzuca mnie mój wygląd w lustrze, a widok mojego ciała sprawia, że mam ochotę zwymiotować
- stosuję kurację hormonalną, zaczynam trzeci cykl, a reakcja na leczenie obfituje w uciążliwe, negatywne skutki uboczne, zarówno psychiczne jak i fizyczne.


Wracam tu, oficjalnie, po ponad roku przerwy. Prawdopodobnie zawsze będę wracała.. Może świat daje mi szansę, by naprawić błędy? Jeden z nich niewątpliwie stanowiła obfita uczta pożegnalna w przeddzień rozpoczęcia diety, ponad sześć lat temu. Z tego powodu dzisiejszy dzień przeznaczę na rozmyślania, formułowanie celów i planów. Nie nawpierdalam się. Muszę znów znienawidzić jedzenie. Tak będzie łatwiej. Jednak nie mam zamiaru głodzić się jedząc 500 kcal, czego efektem jest naprzemienne chudnięcie i przybieranie na wadze. Chcę to zrobić rozsądnie, jedząc zdrowo, ćwicząc, nie objadając się, ucząc się prawidłowego jedzenia. Pragnę też całkowicie wyeliminować epizody bulimiczne. 
Jutro są moje urodziny. Spędzę je samotnie. Daję sobie czas do sylwestra - moim zadaniem jest zrobienie wszystkiego, by zakończyć rok w towarzystwie znajomych; bawiąc się i upijając do częściowej utraty kontroli. Jutro idę na siłownię. Zrobiłam sobie 4 dni przerwy w ramach powrotu do domu i wizyty u lekarza, która, swoją drogą, chwilowo zwaliła mnie z nóg. Kiedyś złożyłam obietnicę, że pozbieram się po każdej porażce, wstanę po upadku. I słowa dotrzymam...

Dzisiejszy dzień w liczbach:
* zjedzone: jabłko - 300g, 230 g chudego twarogu, 30 g rodzynek, 750 g warzyw z mrożonki, łyżka oleju rzepakowego, kakao z mlekiem, które muszę wyeliminować - po co pić kalorie?, serek wiejski, brokuł, śliwki, łyżeczka wiórków kokosowych, jabłko - 400 g
* aktywność fizyczna: zero. nie dziś.
* papierosy: póki co - cztery (doszłam do paczki dziennie...) + 5 (chryste...)
* pieniądze: dziś niczego nie kupiłam. wieczorem zamierzam iść do sklepu po coś na kolację.


piątek, 17 października 2014

myśli upiorne i uporczywe

Jeden ciąg myśli nieprzerwanie i monotonnie krąży po orbicie z prędkością światła... na tyle szybko, że wydaje się być zastygły w swym bezruchu. Opanowuje umysł rozchodząc się wszystkimi ścieżkami i każdą z osobna, zalewa falą obłędu po brzegi, blokuje ujścia i narasta wylewając się hektolitrami. 

Miliony pytań i zero odpowiedzi. Obce twarze, tak bardzo nieprzyjazne i odległe. Mógłbyś być każdym, wyrosnąć niespodziewanie tuż przede mną, wyłonić się z zamglonych miejskich czeluści przyprawiając mnie ponownie o palpitacje. Machinalnie filtruję otoczenie w poszukiwaniu Ciebie, żyję głuchą nadzieją, że nasze spojrzenia już się nie spotkają, że utonę w tłumie, że zdołam uciec, zniknąć, uniknąć konfrontacji. Nie chcąc o Tobie pamiętać, usiłując zapomnieć, wyrzucić Cię o kosza wraz ze stertą niespełnionych marzeń i zapomnianych snów, przechowuję Cię w świadomości, podświadomości, nieświadomości. Pojawiasz się gdzieś między strumieniem myśli upiornych i uporczywych, by po chwili oddalić się i pozornie zniknąć. 
Mógłbyś być każdym, żadnym innym i wszystkimi jednocześnie. Nie umiałam Cię kochać, nie potrafię nienawidzić, nie zdołam sprawić, byś stał się dla mnie obojętny. Może kiedyś strach uśpi moje zmysły..

wtorek, 2 września 2014

wracam

Cel z adresu bloga nadal aktualny!
Nabawiłam się zaburzeń hormonalnych. Utrzymywanie wagi graniczyło z cudem, a schudnięcie było (przynajmniej dla mnie..) niewykonalne. Od powrotu do domu przestałam ćwiczyć, od trzech tygodni nie wychodziłam z domu, borykałam się z objawami depresyjnymi. Przykro mi to stwierdzić, ale roztyłam się jak tuczony prosiak. Ogarnia mnie nieznośna depersonalizacja. Tępy ból przeszywający całe ciało. Boli mnie każde spojrzenie, unikam dotyku niczym poparzony obawia się ponownego zetknięcia z ogniem. Chyba w subiektywnym rozumieniu sięgnęłam dna. Byłam kurewsko chuda. Byłam. Od wczoraj przeszłam na terapię hormonalną. Nie wiem, co to oznacza dla mojego ciała. Przysięgam, że jeżeli uda mi się wrócić do stanu sprzed miesiąca, już nigdy nie zarzucę sobie, że źle wyglądam, że się sobie nie podobam. Chcę kontroli. Dziś wracam do Ł., a jutro z rana wyruszam na siłownię. Świecie, nadchodzę!


niedziela, 31 sierpnia 2014

czekanie

śmierdzę trupem.

piątek, 1 sierpnia 2014

noce bezsenne i beznamiętne

Słońce od dawna już nie świeci, a ulotne wspomnienie blasku nie wystarcza, by na stałe nasycić się ciepłem. Mimowolnie zasłyszany przez otwarte okno miarowy stukot kół przypomina o tętniącym się życiu rozgrywającym się poza obszarem szklanej próżni. Wiem, że pewnego dnia ucichnie, przestanie stanowić balsam dla uszu, nie pozostawi już złudzeń. Przemierzam kilometry na autostradzie beznadziei, w rzeczywistości stojąc w miejscu. Jakaś wewnętrzna, bliżej nieokreślona siła blokuje mnie i nie pozwala posuwać się naprzód. Nieznośna tęsknota nakazuje mi wracać do przeszłości; do tych, o których nie można zapomnieć.

środa, 30 lipca 2014

Fuck you, July.

Rozczarowania, wątpliwości, walka i pytania bez odpowiedzi.
Nie mogę spać.

sobota, 12 lipca 2014

lato

Dni ponownie zlewają się w całość, w delikatną falę na wzburzonym morzu unoszoną ciepłym podmuchem letniego wiatru. Jednorodna ciecz przepływa soczyście przez palce, pozostawia wilgotny ślad na dłoni. Spędzając magiczne poranki i wieczory przesiadując na parapecie zaciągam się trującym dymem, moje myśli krążą nieuporządkowane rozbijając się o skały świadomości, subtelnie ulatnia się ich niedookreśloność. Zmierzam do celu, fruwam nad miastem, wreszcie oddycham. Czuję się szczęśliwa. Otępiała. Pusta. Cudownie pusta. To przez antydepresant...
Niesamowicie jest zasnąć. Obok Ciebie. Lub po prostu, zwyczajnie...wreszcie zasnąć. 

Masz to, czego chciałaś, Julia.
Nie sądziłam tylko, że poniosę tak niebotyczne koszty.
Zimne kalkulacje - czy ta jedna, jedyna, niepowtarzalna chwila zapomnienia będzie warta nieuniknionej fali smutku, tęsknoty i rozpaczy, która zaleje mnie od wewnątrz. Poddaje się jej zagłuszając przeświadczenie, nawet pewność, że przyjdzie mi za nią drogo zapłacić. 


Dla Ciebie mogłabym nawet zabijać pająki.

Chcę Ciebie. Twojego spojrzenia, dotyku, zapachu, smaku. Chcę Cię czuć. Jestem taka nienasycona.
Nie jem, bo ze wszystkich rodzajów głodu, które odczuwam, ten jest najłatwiejszy do zniesienia.

Wrócę. Silniejsza.

czwartek, 10 lipca 2014

'głodna'

...jednak nie zabiła
ale jeszcze nigdy nie było tak
BLISKO


fizyczny głód stopienia ciał.

wtorek, 24 czerwca 2014

jedna po północy

Tęsknię za kimś, kogo nigdy nie będzie.

Przegrałam tę batalię, ale przetrwałam. Następna mnie zabije.


niedziela, 15 czerwca 2014

festiwal rozpaczy

Kolorowy festiwal w moim mieście
parada smutku w mojej duszy

czuję Twój głos na skórze
mimo że nie ma Cię w moim oknie
tam po lewej

sobota, 14 czerwca 2014

milion

Tak prezentuje się namacalna rozpacz. Jej ucieleśnienie niezauważalnie urzeczywistnia się, by spotkać się z twoim dotykiem. Możesz jej posłuchać, posmakować, poczuć ją, posiąść wszystkimi zmysłami. Przywiązać się do niej, bo ona nigdy nie odejdzie.

Wyblakłe słowa przelane na wirtualną analogię papieru jawiły się jako całkowicie pozbawione sensu. Nie oddawały nawet nikłej cząstki mojego cierpienia. Nadzwyczaj uporządkowane i przemyślane pozostawały w opozycji do materii kłębiącej się w mojej niepoukładanej głowie. Może czas zakończyć beznamiętny bełkot i zacząć krzyczeć. 

Piekielna otchłań jest bezkresna.

Gorąca materia tętniąca życiem, entuzjastycznie zarażająca swoim pozornie bezkresnym ciepłem. Symbiotyczna więź z zimnym, niepojętym elementem tego świata, pozbawiającym wszelkich oznak płonącej wiązki światła, docierając aż do źródła. Wypalenie. Obezwładniający lęk, niechęć bezpośredniego dotyku. Próbować zaznać ciepła, ale się nie oparzyć. Zlodowaciała pustka.

Spalam się.

czwartek, 22 maja 2014

Mój
prywatny
osobisty
własny
tożsamościowy
wewnętrzny
Masochizm


poniedziałek, 17 marca 2014

The bitch's back!

To musiało nastąpić - mój nieunikniony, długo wyczekiwany powrót. Właściwie nikt owego objawienia nie oczekiwał, ale nie będę kontynuowała tego wątku ze względu na niechęć zburzenia optymistycznej wizji i początkowego entuzjazmu, który wiąże się z zaczynaniem działalności.
Dysponuję kapitałem w postaci lat doświadczeń, zalążków wiedzy, motywacji, względnie naprawionego metabolizmu oraz karnetu na siłownię.
Jestem aktualnie u rodziców, jeszcze dziś wracam do Ł. Brakuje mi konkretnego planu.
Muszę wyznać, że przez ostatni tydzień próbowałam odchudzać się jedząc 1700-1800 kcal, co skutkowało wczorajszym napadem. Nie wiem dlaczego to zrobiłam. Nawet nie byłam głodna, nie miałam ochoty na jedzenie, ale nie mogłam przestać, czułam swojego rodzaju przymus nawpierdalania się do bólu brzucha i wyrzutów sumienia. By poczuć się gorzej, bo przecież na to zasługuję..
Dziś dzień zero, ale mimo to nie zamierzam znów nawpierdalać się jak wieprz.