Momentami w przypływach nieuzasadnionego i niespodziewanego sentymentu czuję znajome zapachy, które obiektywnie nie są w danej chwili dostępne.
Leżąc na łóżku czuję Jej perfumy. Otulają mnie delikatną, subtelną mgiełką i niemal odczuwam Jej obecność.
Podczas beznamiętnego spaceru, owładnięta kołtunem nieprzeniknionych myśli nagle moje zmysły niemal przesiąka Twój zapach.
Całe miasto pachnie wtedy Tobą. Mimo że fizycznie nie ma Cię w pobliżu czuję, jak łapiesz mnie za rękę i razem pokonujemy dziesiątki kilometrów.
Czuję się wtedy bezpieczna.
Dzisiaj poczułam intensywny zapach szminki. Pomadki do ust. Dokładnie takiej, jaką moja babcia chowała w toaletce naprzeciw dużego łóżka.
Nagle przystaję na chodniku i zatracam się w słodkim zapachu, który retrospektywnie przenosi mnie w świat dzieciństwa.
Chłonę tę ulotność całą sobą, oddaję się jej bezkreśnie, zanim przyziemny impuls wtrąci mnie do rzeczywistości.
Moja zapachowa część centralnego wykonawcy jest doprawdy wyjątkowo ezoteryczna.
Mam ciało na zbyciu! Oddam za darmo. Zainteresowani?
Chciałabym się zdematerializować. Egzystować wyłącznie w postaci czystego umysłu. Być duchem, przemierzać świat bez lęku, chronić się przed spojrzeniem.
Zanurzam się w bezkresie wewnętrznych światów, doszukuję się w nich cząstki siebie.
Lubię swoje skrajności. Naprawdę je lubię, bez wtrącania wszechobecnej ambiwalencji. Nie chcę się zmieniać, nie chcę przestać w pełni taka być. Jednak właśnie moje sprzeczności w znacznym stopniu uniemożliwiają mi życie.
Jeśli je zniweluję, czy to nadal będę ja? Czy nadal będziesz lubił ze mną rozmawiać?
Boję się lata. Boję się nagości. Widoku roznegliżowanych ciał. Spływających kropelek potu, dotyku miękkiej, lepkiej skóry.
Gdy tylko robi się odrobinę zimniej, otulam się płaszczem. Jestem wtedy przepełniona bezpieczeństwem, to jak druga skóra, pancerz chroniący przed zewnętrznym zagrożeniem.
Latem cierpię. Latem zapadam się w bezczynność, stagnację. Latem dopadają mnie skumulowane myśli. Latem TO się zaczęło.
Odkrywam siebie, naprawdę odkrywam. To spore obciążenie psychiczne, przytłaczające, pozbawiające sił, ale jednocześnie powodujące irracjonalną fascynację.
Nie wyobrażam sobie braku ukojenia w postaci nakładania na siebie kary. Ja muszę cierpieć. Jeśli nie cierpię, to czuję, że wszystko podąża w niewłaściwym kierunku.
Znajduję w nim poczucie paradoksalnego bezpieczeństwa. Właściwie to za co ja siebie karam?
Stanowi immanentną część życia. A co w przypadku, gdy stało się jego fundamentem, esencją, podstawą?
Kiedy jestem z Tobą, żyję inaczej. Nie wystawiam wtedy siebie na ekspozycję świata zewnętrznego, pozwalam Ci jedynie wkroczyć razem ze mną do wyznaczonej części mnie. Nie mogę zezwolić, byś samowolnie kroczył ścieżkami na całkowitej powierzchni mojej duszy, Ty byś się tam zagubił i już nie wrócił. Albo przeraziłby Cię ogrom rozpiętrzającej się płaszczyzny mojej osobowości i zwyczajnie byś uciekł. Poruszamy się po określonym fundamencie, zagłębiamy coraz bardziej.
Zdajesz sobie sprawę z tego, że oboje wystawiamy się na zranienie. Wiesz, że potrafię ranić. Dlaczego właściwie przy mnie jesteś?
niedziela, 28 lipca 2013
sobota, 27 lipca 2013
dwadzieścia osiem
Dziwnie się czuję, gdy ludzie zadają mi pytania takie jak: "Co u ciebie?", "co robiłaś?".
Układałam mentalne puzzle. Niwelowałam mnogość swoich światów. Zagłębiałam się w sobie i analizowałam swoje wnętrze.
Przecież nie mogę im tego powiedzieć, więc odpowiadam: "Nic". "Nic szczególnego".
Układałam mentalne puzzle. Niwelowałam mnogość swoich światów. Zagłębiałam się w sobie i analizowałam swoje wnętrze.
Przecież nie mogę im tego powiedzieć, więc odpowiadam: "Nic". "Nic szczególnego".
Jestem narzędziem w rękach potwora wewnątrz mnie, którzy przy użyciu mnie pragnie pochłonąć cały świat. To jest ten pierwiastek zła we mnie. Muszę się wyswobodzić spod jego władania, wyrzucić go z siebie.
Gniew. Żądza. Zazdrość. Zawiść. Chęć posiadania. Nienasycenie. Chciwość. Głód..
Będę zajmowała się mentalną układanką. Rozsypię się na kawałki. Podzielę je na dwie grupy - wrzucę część wrzucę do worka A(...)., drugą do worka B(inge). Z wyselekcjonowanych części ułożę nowe układanki. Ułożę siebie. Ale czy nadal chcę mieć dwie układanki?
Zinternalizowałam monstrualny strach przed bliskością. Nie potrafię jeszcze o tym pisać.
- Już nie chcę tego robić...
- Chcesz.
- ...już tego nie potrzebuję!
- Potrzebujesz.
"Teraz go akceptuję. Tak jak akceptuje się to, że twoja miłość sprawiła sobie zwierzątko i teraz dzieli swoj czas na ciebie i na zwierzę, ale masz świadomość, że ono jej nie odbierze."
Gdybyś tylko wiedziała...
Powinnam monitorować postępy i zaznaczać dni, w które udało mi się uniknąć kompulsów?
piątek, 26 lipca 2013
dwadzieścia siedem
Pustka w głowie przerywana zaplątaniem i uciążliwą gonitwą myśli.
Muszę nauczyć się żyć. Czy ja w ogóle chcę żyć?
Kiedy nastał ten moment, w którym pomyliliśmy miłość z potrzebą posiadania?
Muszę nauczyć się żyć. Czy ja w ogóle chcę żyć?
Kiedy nastał ten moment, w którym pomyliliśmy miłość z potrzebą posiadania?
środa, 24 lipca 2013
dwadzieścia sześć
Dzień dobry o 7:30. To miało w sobie coś przewrotnego. Parodia bliskości. Następnie cisza. Pustka. Tak właśnie wygląda moje życie, w porywach.
Znów nie mogę spać. Jestem otumaniona, mam problem z werbalizowaniem myśli, wysławianiem się i koncentracją, ale paradoksalnie podoba mi się oddźwięk obecnego stanu, emanuję spokojem, o który błagałam i którego nie chcę naruszyć.
Panuję nad jedzeniem. Nad sobą. Życie ponownie nabrało smaku wody z cytryną. Nie chcę tego stracić. Jednak jestem w pełni świadoma ulotności i kruchości moich pokładów siły. Obsesyjne myślenie pomaga mi uchronić się przed drobnym kamyczkiem, który może spowodować niemożliwą do okiełznania lawinę.
Usiłuję znaleźć sobie zajęcie, żeby nie zostać samotnie na polu walki z poczuciem własnej niedoskonałości, by przetrzymać siebie. Uciekam? Nie. Po prostu czas działa na moją korzyść.
Czy potrafiłabym żyć bez mojego bólu, bez mojej pustki? Czy będę umiała przyjąć to, co życie po względnie długim okresie zwlekania jest gotowe mi zaoferować?
Znów nie mogę spać. Jestem otumaniona, mam problem z werbalizowaniem myśli, wysławianiem się i koncentracją, ale paradoksalnie podoba mi się oddźwięk obecnego stanu, emanuję spokojem, o który błagałam i którego nie chcę naruszyć.
Panuję nad jedzeniem. Nad sobą. Życie ponownie nabrało smaku wody z cytryną. Nie chcę tego stracić. Jednak jestem w pełni świadoma ulotności i kruchości moich pokładów siły. Obsesyjne myślenie pomaga mi uchronić się przed drobnym kamyczkiem, który może spowodować niemożliwą do okiełznania lawinę.
Usiłuję znaleźć sobie zajęcie, żeby nie zostać samotnie na polu walki z poczuciem własnej niedoskonałości, by przetrzymać siebie. Uciekam? Nie. Po prostu czas działa na moją korzyść.
Czy potrafiłabym żyć bez mojego bólu, bez mojej pustki? Czy będę umiała przyjąć to, co życie po względnie długim okresie zwlekania jest gotowe mi zaoferować?
wtorek, 23 lipca 2013
dwadzieścia pięć
Kocham Cię. Jesteśmy jedną osobą. Mamy wspólną nadświadomość.
Dzięki Tobie poczułam coś na kształt życia, wyzwolenia się z wegetacji.
Mogę sprawić, że nie poczujecie się zagrożeni sobą wzajemnie, mogę pozwolić, żebyście zostali w moim (nie)życiu?
Lęk. Muszę go oswoić. Jednocześnie pomaga mi przetrwać, daje poczucie paradoksalnego bezpieczeństwa, nie pozwala całkowicie zatracić się w Tobie.
Stanowczo ograniczam i eliminuję kompulsywne objadanie się. Wyzbywam się jednego ze sprzecznych pierwiastków, jednocześnie dodając sił drugiemu. To przejaw woli życia, czy wzmożone dążenie do autodestrukcji?
Dzięki Tobie poczułam coś na kształt życia, wyzwolenia się z wegetacji.
Mogę sprawić, że nie poczujecie się zagrożeni sobą wzajemnie, mogę pozwolić, żebyście zostali w moim (nie)życiu?
Lęk. Muszę go oswoić. Jednocześnie pomaga mi przetrwać, daje poczucie paradoksalnego bezpieczeństwa, nie pozwala całkowicie zatracić się w Tobie.
Stanowczo ograniczam i eliminuję kompulsywne objadanie się. Wyzbywam się jednego ze sprzecznych pierwiastków, jednocześnie dodając sił drugiemu. To przejaw woli życia, czy wzmożone dążenie do autodestrukcji?
niedziela, 21 lipca 2013
dwadzieścia cztery
Przełamałam się i pierwszy raz od prawie dwóch tygodni wyszłam z domu.
Pamiętasz koronkową tunikę? I masochistyczne buty? I jak prosiłeś, żebym wybrała ramę dla siebie? Chciałabym się rozpaść na kawałki i poukładać każdy od nowa.
Jestem jedynym w świecie człowiekiem, który nie ma osobowości. Jestem wytworem dwóch przeciwstawnych biegunów, jestem pustką, która powstawała w wyniku ścierania się skrajności, wzajemnych konfliktów rozgrywających się przez lata. W ten sposób nastąpił we mnie rozkład tożsamości. Nie wiem kim jestem. Nie potrafię wymienić żadnej swojej cechy.
Egoizm. Tak, jestem emanacją egoizmu, jego materialnym odpowiednikiem. Ucieleśnioną definicją. Wybrzmiewa we mnie idea egoizmu. Czy to może być fundament, na którym w ramach swoistej dezintegracji na nowo zbuduję swoją osobowość?
Jesteś! Kocham Cię.. Ale czy to jest miłość?
Pamiętasz koronkową tunikę? I masochistyczne buty? I jak prosiłeś, żebym wybrała ramę dla siebie? Chciałabym się rozpaść na kawałki i poukładać każdy od nowa.
Jestem jedynym w świecie człowiekiem, który nie ma osobowości. Jestem wytworem dwóch przeciwstawnych biegunów, jestem pustką, która powstawała w wyniku ścierania się skrajności, wzajemnych konfliktów rozgrywających się przez lata. W ten sposób nastąpił we mnie rozkład tożsamości. Nie wiem kim jestem. Nie potrafię wymienić żadnej swojej cechy.
Egoizm. Tak, jestem emanacją egoizmu, jego materialnym odpowiednikiem. Ucieleśnioną definicją. Wybrzmiewa we mnie idea egoizmu. Czy to może być fundament, na którym w ramach swoistej dezintegracji na nowo zbuduję swoją osobowość?
Jesteś! Kocham Cię.. Ale czy to jest miłość?
wtorek, 16 lipca 2013
dwadzieścia trzy
Boję się wyjść z domu. Nieoswojony lęk zakrada się niezauważony, opanowuje dusze i ciała.
Gdyby tak zgasić siebie, swój ulotny płomień, pozbawiony mocy ogrzewania i ofiarowywania szczególnego blasku. Gdyby tak bezboleśnie zatopić się w sobie, dokonując samozagłady. Gdyby tak pochłonąć się powoli, nasycić ten niepohamowany głód, to nienasycenie, już na zawsze. Zjadać się powoli.
A. to taka Pani, która stoi nad tobą i jest wiecznie niezadowolona z tego, co robisz.
B. to taki potworek, który siedzi wewnątrz ciebie, zachłannie pochłania wszystko i wiecznie mu mało.
Kim ty jesteś?
Nie wystarczę jej. Nie wystarczę. Za mało się staram. Stać mnie na więcej, dużo więcej. Za dużo mnie. Odbiera mi wszystko, pozbawia każdej sfery życia.
Gdyby tak zgasić siebie, swój ulotny płomień, pozbawiony mocy ogrzewania i ofiarowywania szczególnego blasku. Gdyby tak bezboleśnie zatopić się w sobie, dokonując samozagłady. Gdyby tak pochłonąć się powoli, nasycić ten niepohamowany głód, to nienasycenie, już na zawsze. Zjadać się powoli.
A. to taka Pani, która stoi nad tobą i jest wiecznie niezadowolona z tego, co robisz.
B. to taki potworek, który siedzi wewnątrz ciebie, zachłannie pochłania wszystko i wiecznie mu mało.
Kim ty jesteś?
Nie wystarczę jej. Nie wystarczę. Za mało się staram. Stać mnie na więcej, dużo więcej. Za dużo mnie. Odbiera mi wszystko, pozbawia każdej sfery życia.
niedziela, 14 lipca 2013
dwadzieścia dwa
Zablokowałam się.
Błądzę szukając siebie.
Nie potrafię swobodnie werbalizować myśli, ponieważ swoista część mnie uległa degradacji, została wchłonięta przez nienasycone monstrum. Bezradnie obserwuję jej ekspansję i naiwnie wierzę, że napełni mnie ukojeniem.
Jestem zagubiona. Nie należę nigdzie.
Przygniata mnie ludzka monotematyczność, tłumię w sobie chęć, by w owładnięciu afektem pozwolić mojemu rozgoryczeniu wypłynąć na zewnątrz. Noszę na sobie szal utkany z krzyków tysiąca martwych dusz, na które składają się niespełnione marzenia i odrealnione sny.
Dlaczego wszędzie czuję się jak nieoswojone zwierzę zamknięte w wyimaginowanej klatce?
Usycham.
Uczę się żyć bez Ciebie.
poniedziałek, 8 lipca 2013
dwadzieścia jeden
Wszystko w nas gnije nieodnawialnie
zatraceni w sobie rozpadamy się na kawałki, niczym kruche odłamki szkła mieniące się wielobarwnym światłem
zapadamy się w bezdenną pustkę i bezpowrotnie w niej zatracamy
fruniemy
nad przepaścią
tak bardzo
zagubieni
Sub-patologia za oknem rozprawia o kulturze i moralności. Co za bezczelny, wyrachowany przejaw czystej hipokryzji. Matka w alkoholowym szale pozwala wypłynąć swoim demonom na zewnątrz i zawładnąć swoim dzieckiem, objąć je w czułymi ramionami degeneracji. Mam ochotę pierdolnąć sobie w łeb. Próbuję odgrodzić się potężną taflą, tak by krzywdzące promienie słońca mnie nie dosięgały, chcę utonąć w oceanie swojej pustki, ale mury samotności nie są wystarczająco grube.
Przymusowo unoszę się nad ludźmi i przez zdeformowany filtr dostrzegam w nich swoje niedoskonałe odbicie.
Katharsis potrzebuję
ukojenia
zatraceni w sobie rozpadamy się na kawałki, niczym kruche odłamki szkła mieniące się wielobarwnym światłem
zapadamy się w bezdenną pustkę i bezpowrotnie w niej zatracamy
fruniemy
nad przepaścią
tak bardzo
zagubieni
Sub-patologia za oknem rozprawia o kulturze i moralności. Co za bezczelny, wyrachowany przejaw czystej hipokryzji. Matka w alkoholowym szale pozwala wypłynąć swoim demonom na zewnątrz i zawładnąć swoim dzieckiem, objąć je w czułymi ramionami degeneracji. Mam ochotę pierdolnąć sobie w łeb. Próbuję odgrodzić się potężną taflą, tak by krzywdzące promienie słońca mnie nie dosięgały, chcę utonąć w oceanie swojej pustki, ale mury samotności nie są wystarczająco grube.
Przymusowo unoszę się nad ludźmi i przez zdeformowany filtr dostrzegam w nich swoje niedoskonałe odbicie.
Katharsis potrzebuję
ukojenia
sobota, 6 lipca 2013
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)