sobota, 29 listopada 2014
wracam (nie)śmiało
Lubię, gdy przed zaśnięciem pochłania mnie każdy rodzaj głodu. Czas wrócić do żywych!
środa, 12 listopada 2014
spojrzenie ze szkła
Mam zbyt wiele do powiedzenia, by cokolwiek opisywać. Swoisty paradoks. Trzymałam się założeń, mimo to po dwóch tygodniach prawdopodobnie nie schudłam wcale. Przeprowadzę eksperyment, mianowicie odstawię hormony i odezwę się za jakiś czas.
piątek, 7 listopada 2014
?
Poniedziałkowa wizyta u psychiatry powinna rozstrzygnąć wiele kwestii.
W środę miałam dzień wolny od ćwiczeń, zatem zjadłam niecałe 1000 kcal. W czwartek i dziś utrzymuję się na około 1300-1350 kcal, spaceruję po 80 minut dziennie i spalam 900 kcal ćwicząc na siłowni. Standard. Nie wiem, czy chudnę...obawiam się, że nie. Z drugiej strony chyba nie oczekiwałam, że spadnie mi 5 kilo po tygodniu?
Zaczęłam się uczyć, nie palę od trzech dni. Jednak postępowanie zgodne z zasadą 'wszystko albo nic' sprawdza się w moim przypadku niezawodnie. Nie potrafię swobodnie się wypowiadać, natręctwa i paranoiczne myśli zalewają mój strumień świadomości. Przepraszam.
W środę miałam dzień wolny od ćwiczeń, zatem zjadłam niecałe 1000 kcal. W czwartek i dziś utrzymuję się na około 1300-1350 kcal, spaceruję po 80 minut dziennie i spalam 900 kcal ćwicząc na siłowni. Standard. Nie wiem, czy chudnę...obawiam się, że nie. Z drugiej strony chyba nie oczekiwałam, że spadnie mi 5 kilo po tygodniu?
Zaczęłam się uczyć, nie palę od trzech dni. Jednak postępowanie zgodne z zasadą 'wszystko albo nic' sprawdza się w moim przypadku niezawodnie. Nie potrafię swobodnie się wypowiadać, natręctwa i paranoiczne myśli zalewają mój strumień świadomości. Przepraszam.
wtorek, 4 listopada 2014
bezradność
Skąd mogę wiedzieć, czy moje starania przyniosą efekty? Że jeszcze kiedykolwiek będę chuda?
Mam wrażenie, że to wszystko jest jedynie koszmarnym snem, z którego nie mogę się obudzić.
Nienawidzę siebie. Nie mam pojęcia co robić i co będzie dalej. Jestem tutaj wyłącznie ze względu na strach... nie potrafię sobie odebrać życia.
Teraz pójdę spać, a jutro będę udawała, że ten dzień nie miał miejsca.
Dziś:
1300 kcal, 80 minut spaceru i 900 kcal spalonych na siłowni. Tylko to się liczy.
Dopisane: mój negatywizm nie jest związany w żaden sposób z bilansem.
Mam wrażenie, że to wszystko jest jedynie koszmarnym snem, z którego nie mogę się obudzić.
Nienawidzę siebie. Nie mam pojęcia co robić i co będzie dalej. Jestem tutaj wyłącznie ze względu na strach... nie potrafię sobie odebrać życia.
Teraz pójdę spać, a jutro będę udawała, że ten dzień nie miał miejsca.
Dziś:
1300 kcal, 80 minut spaceru i 900 kcal spalonych na siłowni. Tylko to się liczy.
Dopisane: mój negatywizm nie jest związany w żaden sposób z bilansem.
poniedziałek, 3 listopada 2014
gorsza?
Sobota była dla mnie naprawdę trudna do zniesienia. Przede wszystkim z powodu ograniczeń dotyczących jedzenia, które sobie narzuciłam, ale też braku ćwiczeń oraz przytłaczającej samotności. W ciągu ostatnich czterech miesięcy spotkałam się ze znajomymi zaledwie dwa razy. Od ponad tygodnia nie chodzę na zajęcia. Jedyne ubrania, w które się mieszczę i wyglądam w miarę przyzwoicie musiały powędrować do prania, a ja nie pozwolę, by ktoś zobaczył mnie w takim stanie. Zdaję sobie sprawę z tego, że jestem płytka jak kałuża, nie zaliczę semestru, a moje fobie przejmują nade mną kontrolę opanowując mnie całkowicie, ale jak widzicie desperacko potrzebuję schudnięcia kilku kilogramów na teraz, już, natychmiast, bezzwłocznie.
Dławię się własnym lękiem. Dosyć tego. Inne osoby nie robią niczego, są pozbawieni większych ambicji, nie stawiają sobie wysoko poprzeczki i są z tym faktem cholernie szczęśliwe, jest im dobrze, niemal zatracają się w swej beztrosce i bezpodstawnym zadowoleniu z siebie. To z jakiej racji ja powinnam nieustannie starać się, dążyć do czegoś, co nie przynosi mi ukojenia i satysfakcji? W celu udowodnienia sobie oraz innym, że nie jestem gorsza? Nie ma już idealnej Julii. Nie wiem, czy kiedykolwiek wróci. Mam dosyć stawania się czyjąś wizją, spełniania wymagań oraz robienia tego, czego oczekują inni ludzie. Zamierzam skoncentrować się na dążeniu do chudości - jednego z nielicznych źródeł szczęścia, które są dla mnie dostępne. Najgorsze jest to, że byłam już chuda, niemal idealna we wszystkich aspektach, a zniszczyły mnie wieczna niepewność, niezadowolenie, notoryczne zawyżanie sobie poprzeczki oraz permanentny stres. Tym razem nie pozwolę siebie pokonać.
wczoraj:
* zjedzone: ok. 1200 kcal (400 g serka wiejskiego, 450 g warzyw na patelnię, 400 g jabłek, 100 g śliwek, 50 g kaszy gryczanej, 10 g wiórków kokosowych, 2 łyżki oleju rzepakowego)
* aktywność fizyczna: 80 minut spaceru i ok. 1000 kcal spalonych na siłowni : )
* papierosy: 5
* pieniądze: kupiłam fajki i staram się sobie wmawiać, że wcale nie jest mi z tym faktem źle
dziś:
* zjedzone: ok. 1300 kcal (300 g serka wiejskiego, 900 g jabłek, 100 g śliwek, 10 g kaszy gryczanej, 2 łyżki oliwy z oliwek, 600 g warzyw na patelnię)
* aktywność fizyczna: 80 minut spaceru, 900 kcal spalonych na siłowni
* papierosy: milion
* pieniądze: kupuję karnet na siłownię (70 zł)
Nie wliczam brokułów. Zarejestrowałam się do endokrynologa, będzie to wydatek około 100 zł, ale przynajmniej zyskam więcej pewności co do mojego stanu zdrowia. Zamierzam się dowiedzieć, czy nadmierny balast choć w części wynika z zatrzymania wody w ustroju na skutek przyjmowania estrogenów, czy po prostu spasłam się jak świnia i powinnam wreszcie się z tym faktem pogodzić.
Dławię się własnym lękiem. Dosyć tego. Inne osoby nie robią niczego, są pozbawieni większych ambicji, nie stawiają sobie wysoko poprzeczki i są z tym faktem cholernie szczęśliwe, jest im dobrze, niemal zatracają się w swej beztrosce i bezpodstawnym zadowoleniu z siebie. To z jakiej racji ja powinnam nieustannie starać się, dążyć do czegoś, co nie przynosi mi ukojenia i satysfakcji? W celu udowodnienia sobie oraz innym, że nie jestem gorsza? Nie ma już idealnej Julii. Nie wiem, czy kiedykolwiek wróci. Mam dosyć stawania się czyjąś wizją, spełniania wymagań oraz robienia tego, czego oczekują inni ludzie. Zamierzam skoncentrować się na dążeniu do chudości - jednego z nielicznych źródeł szczęścia, które są dla mnie dostępne. Najgorsze jest to, że byłam już chuda, niemal idealna we wszystkich aspektach, a zniszczyły mnie wieczna niepewność, niezadowolenie, notoryczne zawyżanie sobie poprzeczki oraz permanentny stres. Tym razem nie pozwolę siebie pokonać.
wczoraj:
* zjedzone: ok. 1200 kcal (400 g serka wiejskiego, 450 g warzyw na patelnię, 400 g jabłek, 100 g śliwek, 50 g kaszy gryczanej, 10 g wiórków kokosowych, 2 łyżki oleju rzepakowego)
* aktywność fizyczna: 80 minut spaceru i ok. 1000 kcal spalonych na siłowni : )
* papierosy: 5
* pieniądze: kupiłam fajki i staram się sobie wmawiać, że wcale nie jest mi z tym faktem źle
dziś:
* zjedzone: ok. 1300 kcal (300 g serka wiejskiego, 900 g jabłek, 100 g śliwek, 10 g kaszy gryczanej, 2 łyżki oliwy z oliwek, 600 g warzyw na patelnię)
* aktywność fizyczna: 80 minut spaceru, 900 kcal spalonych na siłowni
* papierosy: milion
* pieniądze: kupuję karnet na siłownię (70 zł)
Nie wliczam brokułów. Zarejestrowałam się do endokrynologa, będzie to wydatek około 100 zł, ale przynajmniej zyskam więcej pewności co do mojego stanu zdrowia. Zamierzam się dowiedzieć, czy nadmierny balast choć w części wynika z zatrzymania wody w ustroju na skutek przyjmowania estrogenów, czy po prostu spasłam się jak świnia i powinnam wreszcie się z tym faktem pogodzić.
sobota, 1 listopada 2014
impuls
Moje życie to jakiś makabryczny żart, którego prawdopodobnie tylko ja nie łapię. Po odbyciu tradycyjnego treningu na siłowni natknęłam się w szatni na jedną z instruktorek. Za wszelką cenę chciałam uniknąć interakcji, ale z jej inicjatywy wywiązał się następujący dialog:
- A Ty to na jakichś wczasach byłaś? Bo inaczej wyglądasz!
- ... biorę leki
- Wiem, że bierzesz leki, tak właśnie myślałam, bo ja pracuję z takimi osobami, więc z pewnych rzeczy zdaję sobie sprawę. Ładnie, bardzo ładnie wyglądasz. Tylko nie szalej z ćwiczeniami za bardzo
- Dziękuję ?
- Bardzo ładnie. Naprawdę.
- ...
Starałam się zachować względny spokój, ale po przebraniu się i opuszczeniu budynku dosłownie zalałam się łzami. Płakałam niemal przez całą drogę do mieszkania. Głupia pizda, skoro rzekomo pracuje z 'takimi osobami' to powinna doskonale wiedzieć w jaki sposób jej komentarz może zostać odebrany. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie chciała mnie urazić i miała dobre intencje, ale mam dosyć usprawiedliwiania bezmyślnych zachowań. Ostatni raz pozwoliłam się zmieszać z błotem. Nie mogę w mojej obecnej sytuacji dopuścić do kolejnego załamania oraz pozwolić sobie na opuszczanie zajęć na uczelni i izolowanie się od ludzi ze strachu przed oceną.
Uświadomiłam sobie, że cały świat wewnętrzny oraz ten dookoła mnie krzyczą, bym wreszcie wzięła się w garść i zaczęła zmieniać swoje życie. Muszę umówić się na wizytę u endokrynologa, ponieważ pani doktor, która prowadzi moje leczenie stworzyła sobie sztywny schemat poznawczy mojej osoby i traktuje mnie jak głupią anorektyczkę. Nie ufam lekarzom, zbyt wiele razy się zawiodłam i miałam do czynienia z niekompetencją. Odwiedzę też psychiatrę w celu otrzymania diagnozy i dobrania tabletek nasennych, ponieważ już drugi przyjmowany przeze mnie lek nie przynosi oczekiwanego rezultatu, więc nie jestem w stanie funkcjonować. Nie mogę się w nieskończoność usprawiedliwiać zaburzeniami hormonalnymi - postęp dokonany w przeciągu ostatnich dni świadczy o tym, że jeśli się postaram, jestem w stanie dotrzymać postanowień. Po prostu muszę więcej od siebie wymagać.
Pragnę bliskości, dotyku, ale przypominam sobie, że jestem zbyt obrzydliwa i nie mogę pozwolić na to, by ktoś zobaczył mnie w takim stanie.
Nie będę dziś ćwiczyła, więc wypadałoby się lekko przygłodzić. Muszę zacząć planować posiłki, wrzucać jadłospisy do dziennika posiłków, ustalić limit kalorii i liczyć rozkład BTW. Zacznę od, powiedzmy, 1300 kcal.
liczby z 31.10:
*zjedzone: dwa serki wiejskie, kilka jabłek, brokuł, warzywa z mrożonki, dwie łyżki oleju rzepakowego, 3 łyżeczki wiórków kokosowych, ogromna marchewka
*aktywność fizyczna: 80 minut spaceru i około 900 kcal spalonych na siłowni
*papierosy: 6
Nie miałam nieplanowanych wydatków.
dziś:
*zjedzone: brokuł, serek wiejski, 6 małych jabłek, warzywa z mrożonki, łyżka oleju rzepakowego, łyżeczka wiórków kokosowych
...
- A Ty to na jakichś wczasach byłaś? Bo inaczej wyglądasz!
- ... biorę leki
- Wiem, że bierzesz leki, tak właśnie myślałam, bo ja pracuję z takimi osobami, więc z pewnych rzeczy zdaję sobie sprawę. Ładnie, bardzo ładnie wyglądasz. Tylko nie szalej z ćwiczeniami za bardzo
- Dziękuję ?
- Bardzo ładnie. Naprawdę.
- ...
Starałam się zachować względny spokój, ale po przebraniu się i opuszczeniu budynku dosłownie zalałam się łzami. Płakałam niemal przez całą drogę do mieszkania. Głupia pizda, skoro rzekomo pracuje z 'takimi osobami' to powinna doskonale wiedzieć w jaki sposób jej komentarz może zostać odebrany. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie chciała mnie urazić i miała dobre intencje, ale mam dosyć usprawiedliwiania bezmyślnych zachowań. Ostatni raz pozwoliłam się zmieszać z błotem. Nie mogę w mojej obecnej sytuacji dopuścić do kolejnego załamania oraz pozwolić sobie na opuszczanie zajęć na uczelni i izolowanie się od ludzi ze strachu przed oceną.
Uświadomiłam sobie, że cały świat wewnętrzny oraz ten dookoła mnie krzyczą, bym wreszcie wzięła się w garść i zaczęła zmieniać swoje życie. Muszę umówić się na wizytę u endokrynologa, ponieważ pani doktor, która prowadzi moje leczenie stworzyła sobie sztywny schemat poznawczy mojej osoby i traktuje mnie jak głupią anorektyczkę. Nie ufam lekarzom, zbyt wiele razy się zawiodłam i miałam do czynienia z niekompetencją. Odwiedzę też psychiatrę w celu otrzymania diagnozy i dobrania tabletek nasennych, ponieważ już drugi przyjmowany przeze mnie lek nie przynosi oczekiwanego rezultatu, więc nie jestem w stanie funkcjonować. Nie mogę się w nieskończoność usprawiedliwiać zaburzeniami hormonalnymi - postęp dokonany w przeciągu ostatnich dni świadczy o tym, że jeśli się postaram, jestem w stanie dotrzymać postanowień. Po prostu muszę więcej od siebie wymagać.
Pragnę bliskości, dotyku, ale przypominam sobie, że jestem zbyt obrzydliwa i nie mogę pozwolić na to, by ktoś zobaczył mnie w takim stanie.
Nie będę dziś ćwiczyła, więc wypadałoby się lekko przygłodzić. Muszę zacząć planować posiłki, wrzucać jadłospisy do dziennika posiłków, ustalić limit kalorii i liczyć rozkład BTW. Zacznę od, powiedzmy, 1300 kcal.
liczby z 31.10:
*zjedzone: dwa serki wiejskie, kilka jabłek, brokuł, warzywa z mrożonki, dwie łyżki oleju rzepakowego, 3 łyżeczki wiórków kokosowych, ogromna marchewka
*aktywność fizyczna: 80 minut spaceru i około 900 kcal spalonych na siłowni
*papierosy: 6
Nie miałam nieplanowanych wydatków.
dziś:
*zjedzone: brokuł, serek wiejski, 6 małych jabłek, warzywa z mrożonki, łyżka oleju rzepakowego, łyżeczka wiórków kokosowych
...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)