czwartek, 30 października 2014

niepamięć

Poczucie winy powstające pod wpływem świadomości ignorowania obowiązków upycham głęboko w zakamarkach nieświadomości, jego ślady wypływają czasem przesuwając się spazmatycznie wraz z prądem myśli. Odnoszę wrażenie, że moje możliwości pozwoliłyby mi na zwalczenie zastoju intelektualnego, ale ciąży na mnie blokada, której nie jestem w stanie złamać. Być może za mało się staram? Owszem, ciąg bezsennych nocy obezwładnia mnie całkowicie, jednak muszę się przyznać do tego, że głównym motywem niechodzenia na zajęcia wciąż pozostaje utrzymujący się na stałym poziomie wstręt do samej siebie, niezadowolenie ze swojego wyglądu, depersonalizacja...jakby ktoś zamknął mnie w obcym, niedoskonałym ciele i nakazał egzystować...

Są moje urodziny, a nikt z 'dawnych' znajomych nie złożył mi życzeń. Nie będę tutaj ukrywała, że jestem rozczarowana i zawiedziona. Spodziewałam się tego, ale jednak doświadczałam przebłysków nadziei, że konkretne osoby będą o mnie pamiętały.. Pozostała tylko głucha cisza obijająca się o ściany. Z drugiej strony cieszę się, ponieważ to oznacza, że jednak podjęłam słuszną decyzję dotyczącą tego, jak będzie wyglądało moje życie, że właściwie wybrałam.

Może nie byłam ze sobą do końca szczera, uczciwa, może zbyt mało od siebie wymagałam. Powinnam i chcę się starać bardziej, wtedy otrzymam zasłużone efekty i osiągnę cele. Wreszcie będę mogła być znów chuda. Być znów sobą.

liczby:
*zjedzone: kawa z mlekiem, jabłka (700g), śliwki, dwa serki wiejskie, 3 łyżeczki wiórków kokosowych, kilka marchewek - muszę jeść więcej, zwłaszcza tłuszczów. dziś nie miałam czasu i w sumie nie byłam głodna. oraz ograniczyć owoce
*aktywność fizyczna: 80 minut spaceru oraz około 750 kcal spalonych na siłowni
*papierosy: dziś 5 i na tym koniec
*pieniądze: kupiłam fajki zamiast jedzenia...tym razem paczka musi mi starczyć na kilka dni. poza tym chciałabym wydawać mniej na owoce
*aktywność umysłowa: nie-pójście na zajęcia, znowu. nic. zero.

Życzę sobie, żebym była chuda.

środa, 29 października 2014

remisja

Próby ściągnięcia mnie z obłoków do realnego świata zakończyły się spektakularnym fiaskiem. Nie podoba mi się rzeczywistość i za wszelką cenę nie chcę tam wrócić. Usłyszałam wiele negatywnych słów...raniących niczym lodowane ostrza niespodziewane wbijane w plecy. Bez znieczulenia. Zderzenie to zaowocowało zinternalizowaniem przeze mnie następujących faktów:
- przytyłam. dużo przytyłam. określana jestem jako osoba "wyglądająca zdrowo, normalna, nie wychudzona"... to boli. cholernie boli. Jakim prawem ludzie, których nie proszę o wyrażenie swojego zdanie wypowiadają się na temat M O J E G O wyglądu? Swoją drogą - jak ciężkim debilem trzeba być, by osobie chorej na zaburzenia odżywiania powiedzieć, że 'DOBRZE wygląda'? Czego oni się do kurwy nędzy spodziewają, jakiej reakcji? Może jeszcze powinnam się uśmiechnąć i podziękować za komplement? Zdaję sobie sprawę z tego, że większość osób nie myśli takimi kategoriami, ale chyba wypada choć trochę ruszyć głową i wykazać się odrobiną taktu. Wygenerowało to narastający lęk przed społeczeństwem. Nie chcę z nikim rozmawiać ze względu na strach przed byciem obserwowaną...przed słowami, których za wszelką cenę nie mam ochoty usłyszeć.
- w sierpniu, zwłaszcza w drugiej połowie - jadłam; bardzo dużo, zbyt dużo, nie ruszając się z łóżka. Pozostaję w pełni świadoma popełnionego błędu oraz jestem w stanie zaakceptować jego naturalne  konsekwencje. Zasłużyłam na to.

- jestem psychicznie chora i wymagam leczenia na wielu frontach
- nie mam pojęcia ile ważę, lecz brak mi gotowości, by się z tym zmierzyć. Nie mieszczę się w ubrania, odrzuca mnie mój wygląd w lustrze, a widok mojego ciała sprawia, że mam ochotę zwymiotować
- stosuję kurację hormonalną, zaczynam trzeci cykl, a reakcja na leczenie obfituje w uciążliwe, negatywne skutki uboczne, zarówno psychiczne jak i fizyczne.


Wracam tu, oficjalnie, po ponad roku przerwy. Prawdopodobnie zawsze będę wracała.. Może świat daje mi szansę, by naprawić błędy? Jeden z nich niewątpliwie stanowiła obfita uczta pożegnalna w przeddzień rozpoczęcia diety, ponad sześć lat temu. Z tego powodu dzisiejszy dzień przeznaczę na rozmyślania, formułowanie celów i planów. Nie nawpierdalam się. Muszę znów znienawidzić jedzenie. Tak będzie łatwiej. Jednak nie mam zamiaru głodzić się jedząc 500 kcal, czego efektem jest naprzemienne chudnięcie i przybieranie na wadze. Chcę to zrobić rozsądnie, jedząc zdrowo, ćwicząc, nie objadając się, ucząc się prawidłowego jedzenia. Pragnę też całkowicie wyeliminować epizody bulimiczne. 
Jutro są moje urodziny. Spędzę je samotnie. Daję sobie czas do sylwestra - moim zadaniem jest zrobienie wszystkiego, by zakończyć rok w towarzystwie znajomych; bawiąc się i upijając do częściowej utraty kontroli. Jutro idę na siłownię. Zrobiłam sobie 4 dni przerwy w ramach powrotu do domu i wizyty u lekarza, która, swoją drogą, chwilowo zwaliła mnie z nóg. Kiedyś złożyłam obietnicę, że pozbieram się po każdej porażce, wstanę po upadku. I słowa dotrzymam...

Dzisiejszy dzień w liczbach:
* zjedzone: jabłko - 300g, 230 g chudego twarogu, 30 g rodzynek, 750 g warzyw z mrożonki, łyżka oleju rzepakowego, kakao z mlekiem, które muszę wyeliminować - po co pić kalorie?, serek wiejski, brokuł, śliwki, łyżeczka wiórków kokosowych, jabłko - 400 g
* aktywność fizyczna: zero. nie dziś.
* papierosy: póki co - cztery (doszłam do paczki dziennie...) + 5 (chryste...)
* pieniądze: dziś niczego nie kupiłam. wieczorem zamierzam iść do sklepu po coś na kolację.


piątek, 17 października 2014

myśli upiorne i uporczywe

Jeden ciąg myśli nieprzerwanie i monotonnie krąży po orbicie z prędkością światła... na tyle szybko, że wydaje się być zastygły w swym bezruchu. Opanowuje umysł rozchodząc się wszystkimi ścieżkami i każdą z osobna, zalewa falą obłędu po brzegi, blokuje ujścia i narasta wylewając się hektolitrami. 

Miliony pytań i zero odpowiedzi. Obce twarze, tak bardzo nieprzyjazne i odległe. Mógłbyś być każdym, wyrosnąć niespodziewanie tuż przede mną, wyłonić się z zamglonych miejskich czeluści przyprawiając mnie ponownie o palpitacje. Machinalnie filtruję otoczenie w poszukiwaniu Ciebie, żyję głuchą nadzieją, że nasze spojrzenia już się nie spotkają, że utonę w tłumie, że zdołam uciec, zniknąć, uniknąć konfrontacji. Nie chcąc o Tobie pamiętać, usiłując zapomnieć, wyrzucić Cię o kosza wraz ze stertą niespełnionych marzeń i zapomnianych snów, przechowuję Cię w świadomości, podświadomości, nieświadomości. Pojawiasz się gdzieś między strumieniem myśli upiornych i uporczywych, by po chwili oddalić się i pozornie zniknąć. 
Mógłbyś być każdym, żadnym innym i wszystkimi jednocześnie. Nie umiałam Cię kochać, nie potrafię nienawidzić, nie zdołam sprawić, byś stał się dla mnie obojętny. Może kiedyś strach uśpi moje zmysły..