wtorek, 2 września 2014

wracam

Cel z adresu bloga nadal aktualny!
Nabawiłam się zaburzeń hormonalnych. Utrzymywanie wagi graniczyło z cudem, a schudnięcie było (przynajmniej dla mnie..) niewykonalne. Od powrotu do domu przestałam ćwiczyć, od trzech tygodni nie wychodziłam z domu, borykałam się z objawami depresyjnymi. Przykro mi to stwierdzić, ale roztyłam się jak tuczony prosiak. Ogarnia mnie nieznośna depersonalizacja. Tępy ból przeszywający całe ciało. Boli mnie każde spojrzenie, unikam dotyku niczym poparzony obawia się ponownego zetknięcia z ogniem. Chyba w subiektywnym rozumieniu sięgnęłam dna. Byłam kurewsko chuda. Byłam. Od wczoraj przeszłam na terapię hormonalną. Nie wiem, co to oznacza dla mojego ciała. Przysięgam, że jeżeli uda mi się wrócić do stanu sprzed miesiąca, już nigdy nie zarzucę sobie, że źle wyglądam, że się sobie nie podobam. Chcę kontroli. Dziś wracam do Ł., a jutro z rana wyruszam na siłownię. Świecie, nadchodzę!


1 komentarz: