Odczuwam wzmożoną potrzebę autodestrukcji i samozagłady.
Nadrzędną wartością w moim życiu pozostaje chudość, zatem istnienie nie ma obecnie najmniejszego sensu.
Szesnaście dni bez napadów. Zatem wprowadzam kolejny krok. Rzekomo potrzeba 21 dni, aby wytworzyć nawyk. Dlaczego nie 20 lub 22? Kolejny pseudo-psychologiczny wymysł? W każdym razie nie dysponuję taką ilością czasu. Nie żyję w społecznej próżni, więc moja nieobecność wpływa na odczucia innych osób...w odpowiedzi na milczenie pojawiają się złość, niechęć albo, co gorsza, obojętność.
No to mamy taką samą nadrzędną wartość...
OdpowiedzUsuńLudzie, już tacy są. Zawsze muszą wymyślić jakąś nazwę dla twojej inności. Szkoda, że najczęściej ta nasza inność jest nazywana chorobą, czy nawykiem. Jeśli nie jesteś taki sam jak reszta, to właściwie nie masz już znaczenia dla "normy społecznej" i nikt się z tobą nie liczy..
OdpowiedzUsuńteż tak mam... pare miesięcy nie wychodziłam z domu, zamknęłam się trochę w sobie i spotykam się głównie z obojętnością. moi rodzice już nie zwracają uwagi na moje odpały, bo się przyzwyczaili że raz jest ze mną tak a raz siak. A znajomi... Mam znajomych dla których nic poza ich własnym nosem (i tym co można do tego nosa wrzucić) się nie liczy. Nawet nikt się do mnie nie odezwie, nie zapyta co ze mną. Mam czasem wrażenie że mogłabym umrzeć tu i teraz, a nic we wszechświecie nawet by nie drgnęło...
OdpowiedzUsuńeh. chciałabym Ci powiedzieć coś pocieszającego, ale chyba nie jestem w tym ostanio zbyt dobra. bardzo chcę wierzyć, że można z tego wyjść i znaleźć wyższe wartości. ciągle sobie powtarzam, że mi się to uda - ale tym czasem te wyższe wartości wcale nie są prostsze.
chciałabym, żebyśmy wszystkiw wyszły kiedyś na prostą. nie chcę wierzyć że można całe życie spędzić w bólu. gdzieś musi się to odwrócić, w końcu wszechświat wciąż dąży do równowagi...