środa, 29 października 2014

remisja

Próby ściągnięcia mnie z obłoków do realnego świata zakończyły się spektakularnym fiaskiem. Nie podoba mi się rzeczywistość i za wszelką cenę nie chcę tam wrócić. Usłyszałam wiele negatywnych słów...raniących niczym lodowane ostrza niespodziewane wbijane w plecy. Bez znieczulenia. Zderzenie to zaowocowało zinternalizowaniem przeze mnie następujących faktów:
- przytyłam. dużo przytyłam. określana jestem jako osoba "wyglądająca zdrowo, normalna, nie wychudzona"... to boli. cholernie boli. Jakim prawem ludzie, których nie proszę o wyrażenie swojego zdanie wypowiadają się na temat M O J E G O wyglądu? Swoją drogą - jak ciężkim debilem trzeba być, by osobie chorej na zaburzenia odżywiania powiedzieć, że 'DOBRZE wygląda'? Czego oni się do kurwy nędzy spodziewają, jakiej reakcji? Może jeszcze powinnam się uśmiechnąć i podziękować za komplement? Zdaję sobie sprawę z tego, że większość osób nie myśli takimi kategoriami, ale chyba wypada choć trochę ruszyć głową i wykazać się odrobiną taktu. Wygenerowało to narastający lęk przed społeczeństwem. Nie chcę z nikim rozmawiać ze względu na strach przed byciem obserwowaną...przed słowami, których za wszelką cenę nie mam ochoty usłyszeć.
- w sierpniu, zwłaszcza w drugiej połowie - jadłam; bardzo dużo, zbyt dużo, nie ruszając się z łóżka. Pozostaję w pełni świadoma popełnionego błędu oraz jestem w stanie zaakceptować jego naturalne  konsekwencje. Zasłużyłam na to.

- jestem psychicznie chora i wymagam leczenia na wielu frontach
- nie mam pojęcia ile ważę, lecz brak mi gotowości, by się z tym zmierzyć. Nie mieszczę się w ubrania, odrzuca mnie mój wygląd w lustrze, a widok mojego ciała sprawia, że mam ochotę zwymiotować
- stosuję kurację hormonalną, zaczynam trzeci cykl, a reakcja na leczenie obfituje w uciążliwe, negatywne skutki uboczne, zarówno psychiczne jak i fizyczne.


Wracam tu, oficjalnie, po ponad roku przerwy. Prawdopodobnie zawsze będę wracała.. Może świat daje mi szansę, by naprawić błędy? Jeden z nich niewątpliwie stanowiła obfita uczta pożegnalna w przeddzień rozpoczęcia diety, ponad sześć lat temu. Z tego powodu dzisiejszy dzień przeznaczę na rozmyślania, formułowanie celów i planów. Nie nawpierdalam się. Muszę znów znienawidzić jedzenie. Tak będzie łatwiej. Jednak nie mam zamiaru głodzić się jedząc 500 kcal, czego efektem jest naprzemienne chudnięcie i przybieranie na wadze. Chcę to zrobić rozsądnie, jedząc zdrowo, ćwicząc, nie objadając się, ucząc się prawidłowego jedzenia. Pragnę też całkowicie wyeliminować epizody bulimiczne. 
Jutro są moje urodziny. Spędzę je samotnie. Daję sobie czas do sylwestra - moim zadaniem jest zrobienie wszystkiego, by zakończyć rok w towarzystwie znajomych; bawiąc się i upijając do częściowej utraty kontroli. Jutro idę na siłownię. Zrobiłam sobie 4 dni przerwy w ramach powrotu do domu i wizyty u lekarza, która, swoją drogą, chwilowo zwaliła mnie z nóg. Kiedyś złożyłam obietnicę, że pozbieram się po każdej porażce, wstanę po upadku. I słowa dotrzymam...

Dzisiejszy dzień w liczbach:
* zjedzone: jabłko - 300g, 230 g chudego twarogu, 30 g rodzynek, 750 g warzyw z mrożonki, łyżka oleju rzepakowego, kakao z mlekiem, które muszę wyeliminować - po co pić kalorie?, serek wiejski, brokuł, śliwki, łyżeczka wiórków kokosowych, jabłko - 400 g
* aktywność fizyczna: zero. nie dziś.
* papierosy: póki co - cztery (doszłam do paczki dziennie...) + 5 (chryste...)
* pieniądze: dziś niczego nie kupiłam. wieczorem zamierzam iść do sklepu po coś na kolację.


6 komentarzy:

  1. Kochana dziękuję za komentarz :) Wcale Cię nie wyprzedzam, każda z nas idzie indywidualny tokiem swojego myślenia. Ale w pewnym sensie nasze myślenie jest podobna - też dążę do ideału w każdym znaczeniu tego słowa i w tym ideale, perfekcji widzę sens. Wydaje mi się, że gdybym była idealnie lekka byłoby mi łatwiej, bo podniosłaby się moja samoocena. Tak bardzo tego pragnę, bo nigdy nie byłam chuda. Szczupła zdarzało się, ale nigdy chuda.
    I gdy przeżywałam największy okres odruchów bulimicznych doszłam do wniosku, że muszę się skupić na powstrzymaniu się od objadania, od wrzucania w siebie jedzenia, dlatego staram się nad tym pracować. Ale czasem nie wychodzi - gdy przychodzi głód psychiczny.

    Ucz się prawidłowego jedzenia, bo warto. Wtedy myśli się zdrowiej, nawet o sobie. A Twoja obietnica ma duże znaczenie dla Twojej motywacji. Większość z nas, taka jest - ambitna, bo choćby porażka trwała przez dłuższy czas, to jest w nas chęć zmiany, chęć wstawania. Trzymam za Ciebie kciuki, za Ciebie i Twoje szczęście :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Jesteś w idealnym momencie, żeby zacząć budować wszystko od nowa. To jak wygląda teraz Twoje życie powinno motywować Cię do zmian. Cel, chęci, wiara w lepsze jutro i wszystko się kiedyś ułoży. Powoli, stopniowo ale ułoży się.

    OdpowiedzUsuń
  3. hormony? jak brałam hormony to przez pierwsze trzy miesiące albo i cztery nie mogłam dojść do siebie. byłam tak drażliwa i nieswoja, że nawet nie jestem w stanie tego opisać, więc jeśli źle się czujesz to... bądź dla siebie wyrozumiała ;p

    bardzo się staram mieć pozytywne podejście. inaczej nie uda mi się balansować po tej cienkiej linii pomiędzy obsesją a zdrowym odchudzaniem, a wpadne w przepaść. bardzo tego nie chcę i wierzę że Tobie też się uda, bo z tego co czytam mamy całkiem podobne plany (:

    OdpowiedzUsuń
  4. stosowałam hormony jako środek antykoncepcyjny, nie wiem co więcej mogę Ci powiedzieć.. wiem, że pierwszy tydzień czułam się totalnie odrealniona, płakałam przy głupich serialach, wszystkim się przejmowałam, kłócilam, bałam, jedna wielka huśtawka. nad jedzeniem ciężko mi było zapanować ale z czasem zaczęłam jeść normalnie i nawet schudłam ze trzy kilo. :)

    a moje sposoby na odreagowanie są raczej niegodne polecania...

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. Też nienawidzę, kiedy ktoś komentuje mój wygląd. Też sądzę, że nikt nie ma do tego prawa. Ja nigdy nie komentuję czyjegoś wyglądu. Nie ma jednak tego złego, bo takimi komentarzami ludzie doprowadzili mnie do życia na ciągłej diecie, a tego akurat nie żałuję.

    OdpowiedzUsuń