Przepraszam za ostatni post. Od jakiegoś czasu przechodzę przez fazę regresji, uwalniam swoje wewnętrzne dziecko, którym podświadomie chciałabym być. Mianowicie chodzę w ubraniach mojej dwunastoletniej siostry, jem z malutkich talerzyków, przy pomocy dziecięcych sztućców. Muszę niezwłocznie zahamować postępujący proces infantylizacji i poradzić sobie z natłokiem emocji w nieco bardziej stosowny sposób. Przecież niedługo będę miała dwadzieścia lat... Mimo nienaturalnie dużej potrzeby autonomii, pełna samodzielność i odpowiedzialność za własne (nie)życie mnie przerażają. Nie wiem, czy stanowią problem, z którym nie jestem w stanie sobie poradzić, ale jeśli będę w stanie sprostać temu zadaniu, potrzebuję solidnego planu. Zależy mi na pełnej niezależności emocjonalnej i częściowo finansowej. Ten aspekt posiada kluczowe punkty wspólne ze źródłem moich zaburzeń. Przekonałam się, że moje relacje z ojcem są całkowicie nienaprawialne. Z tym człowiekiem zwyczajnie nie da się rozmawiać, jest upośledzony emocjonalnie. Ma ogromny, nierozwiązany problem ze sobą, ten cały tłumiony i gromadzony przez lata syf wylewa się z niego hektolitrami i kumuluje się we mnie.
Postanowiłam uciec się do jedynego w moim przekonaniu słusznego rozwiązania. Odciąć się. W stopniu tak ogromnym, jak to tylko możliwe do wykonania. Muszę tylko przetrzymać ten miesiąc. Żeby się uniezależnić finansowo, musiałabym znaleźć pracę. Od października prawdopodobnie będę dostawała stypendium, ale to nie wystarczy... Mam odłożone pieniądze (prezenty od babć i dziadków, symbol ich niewyobrażalnej miłości do mnie), ale nie chcę przeznaczać ich na moją marną, bezwartościową egzystencję. Być może podjęcie pracy jawi się dla mnie jako bezsprzeczny symbol dorosłości i za wszelką cenę próbuję jej uniknąć, jeszcze za bardzo tkwię w swoim lęku. Znów się zapętlam.
Nie chcę Cię obrazić ale twoja notka mnie najnormalniej w świecie... rozbawiła. Napisałaś ją tak 'lekko' a Twoje słowa są tak autentyczne, ze aż groteskowe. Widze tu trochę swoje relacje z matką dlatego tak mnie wciągnęła. Opisujesz przyrka rzeczywistość ale w suchych faktach, az chce się czytac:)
OdpowiedzUsuńUlepszanie samej siebie mnie uszczesliwia, daje poczucie satyswakcji, dorbze wykonanego zadania. Staram się nie myslec o tym co już osiagnelam bo w porównaniu do możliwości jest tego naprawdę niewiele, staram się skupiać na nieustannym robieniu czegos lepiej szybciej dokładniej przyjemniej.
OdpowiedzUsuń