czwartek, 9 sierpnia 2012

dwa

Doprowadzam się do stanu względnej normalności. Mój stan psycho-fizyczny aktualnie pozostaje bez zarzutów. W tym momencie. Może się pogorszyć.
Stwierdziłam, że użalanie się nad swoim losem jest jedną z ostatnich rzeczy, na które mogę sobie w obecnej sytuacji pozwolić. Udało mi się wyjść z domu. Jeszcze nie zebrałam wystarczająco sił, nie wyzbyłam się strachu i nie zaczęłam ćwiczyć. Możecie nazwać to lenistwem, ale tkwi we mnie poczucie panicznego strachu, mam wrażenie, że wszędzie czai się coś obcego, bezwzględnie przerażającego..
Odseparowałam się.
W dążeniu do celu pomaga mi umiarkowany smutek. 
Spaceruję paląc jedną fajkę za drugą. Ignoruję ludzi. Jestem obcą cząstką krążącą bezwładnie po wszechświecie i przyziemne sprawy tego świata mnie nie dotykają. Unoszę się nad nimi w swoim zatraceniu. 
Jem 3-4 posiłki dziennie. Ostatni o 18. Jeśli jestem najedzona, to pomijam kolację. Hektolitry kawy. Woda z sokiem z cytryny. Ruch w postaci spacerów. Nie przejadam się, co stanowi mój zasadniczy cel na chwilę obecną. Kolejnym będzie całkowita kontrola tego, co jem. Chociaż już teraz staram się to robić. 
Dodam, że od kilku lat moja dieta opiera się na warzywach, owocach, odtłuszczonym nabiale i ciemnym chlebie, który staram się wyeliminować. Możecie zapytać: skąd w takim razie niezadowolenie z siebie i dalsza chęć schudnięcia? Nie wiem. Nie mam pojęcia.


Rzeczywistość przerysowana cyklicznie powtarzającymi się słowami układającymi się w niespójny bełkot. Zdania wielokrotnie złożone, skomplikowana składnia i wyszukane podłoże leksykalne.
Pseudo-naukowy styl, za którym ukrywają się tłumione emocje. Maska nierozerwalnie złączona z zastygłą twarzą. Coś krzyczy w środku, chwyta się ulotnego impulsu, po czym zanika pod ciężarem strategicznego bezruchu.

Przerażający krzyk zdewastowanej harfy.
Nieporządek w pozornym cyklu. Iskra zapalna zgaszona bezwładnym opadaniem na symbol ukojenia. Ucieczka od rzeczywistości, przedzierająca się odwaga.
Marionetki w teatrze zagłady, ubrane w białe koszule, skute kajdanami systemu. Ruiny opętane pustoszącym huraganem, zakrywane szczeliny, przez które mógłby dostać się promień obiecującego światła.
Wyuczone gesty. sceniczne
Arytmiczny puls serca

Głuche echo obijało się o ściany, a ja czułam tylko narastający ból świata, skrzywienie zatraconej wiary człowieka, która niewielkimi cząstkami powracała do mnie i oddalała się, niczym słońce naprzemiennie wschodzące i zachodzące, zanim zdąrzę w pełni nasycić się jego blaskiem.


Dlaczego człowiek czuje się jak głupek, kiedy śmieje się w samotności, a zwykle w końcu tak płacze?






4 komentarze:

  1. zacznij ćwiczyć, endorfiny dobrze robią na samopoczucie :)

    i tak, możesz mnie dodać do linków.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja już wiele razy dałam dupy, jeżeli chodzi o zbieranie się w całość i walkę i izolacją.

    3-4 posiłki to zdrowo. Rarytas, na który nigdy nie mogę sobie pozwolić, bo jak już zaczynam jeść, to nie kończę. Dlatego lepiej nie jeść.
    Gratuluję tego co już osiągnęłaś. Naprawdę uważam, że daleko już zaszłaś. Może kiedyś uda mi się dojść do tego samego miejsca co Ty.
    Powodzenia

    OdpowiedzUsuń
  3. Cóż, pewnie ostatecznie będę mieszkać sama bo coś słabo idzie mi szukanie potencjalnej współlokatorki ;)Kontrola tego co jesz może dać sporo satysfakcji, zwłaszcza kiedy uświadomisz sobie, że wcześniej traktowałaś żołądek jak śmietnik ;p Dzięki za odwiedziny;)

    OdpowiedzUsuń
  4. nie wiem czy dobrze mi się wydaje ale sądze ze się trochę pogubiłaś. w Twojej sytuacji radziłabym dowiedzieć się czego chcesz, znaleźć jakąś droge którą chcesz podążać, cokolwiek co Cię interesuje, fascynuje, czego chcesz, bo nie możesz zamknąć się w czterech ścianach, siedzieć i palić fajki. to do niczego dobrego nie doprowadzi. a może tylko zaszkodzic.
    przepraszam że Cię tak umoralniam i wyprawiam Ci kazanie ale tak bardzo przypominasz mi mnie, a że żałuję tego okresu w moim życiu, takiej wegetacji, siedzenia i głupiego myślenia tylko o sobie i tym co się we mnie dzieje że nie chcę żebyś popełniała takie błędy. tylko raz się będzie mialo te 17 lat. drugi taki dzień nas nie spotka. wyjdź z domu. zobacz jaki świat może być piękny. tylko trzeba chcieć to zauważyć.
    dzięki za komentarz. dodaję do linków. maryna-m.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń