Nie jestem jeszcze gotowa na wprowadzanie zamętu do mojego niepoukładanego życia. Tłumię w sobie całą frustrację, której niepohamowane pokłady niespodziewanie wypłyną i zaleją całą kulę ziemską. Moją planetę. Której jestem środkiem. Krążącą wokół własnej osi. Czy dla kogoś istnieję? Moje istnienie jest celem samym w sobie, czy ma głębszy sens, którego nie potrafię dostrzec?
Świat poza mną nie istnieje.
Nie przejadam się. Udaje mi się powstrzymywać napady apetytu. Ochotę na jedzenie. Chciałabym jeść o stałych porach, ograniczyć węglowodany do minimum, pić więcej wody i zacząć ćwiczyć. Wszystko stopniowo.
Muszę kupić wagę kuchenną i łazienkową.
Mieć odwagę na bezpośredni kontakt z rzeczywistością.
Mam nieustającą świadomość o byciu cząstką wytworu czyjejś wyobraźni, jakbym nie egzystowała jako wolny od popędów człowiek, lecz jako nienasycony wymysł cierpiący na zaburzenia osobowości.
Stajemy na rozdrożu i nagle zdajemy sobie sprawę, że jesteśmy tym, kogo jeszcze tak niedawno brzydziliśmy się i obwieszaliśmy hańbą.
Refleksja oświetla mi drogę, a poczucie bezkresnej nędzy trzyma mnie za rękę. Nawet nie podejmuję próby uwolnienia się z jej zimnego uścisku. Samokrytyczne obelgi czule pieszczą moje uszy.
To ja cię stworzyłam
Prawdziwy uśmiech można utrzymać jedynie przez pewien czas, potem są to już tylko zęby.



Ja też lubię być sama... Dobrze, że się nie przejadasz. A zakupu wag zazdroszczę, bo ja mam w domu takie 'od zawsze' których nie lubię
OdpowiedzUsuńLubię przebywać sama, jednak podczas szukania mieszkania i oglądania kawalerek zaczęłam sie zastanawiać czy dałabym radę tak codziennie kłaść się spać ze świadomością, że w domu jestem tylko i wyłącznie ja..
OdpowiedzUsuńRówniez dodaję ;)
U mnie najgorzej jest z najadaniem się na zapas, bo przecież "od jutra znowu dieta". Tyle na tym tyję... Aktualnie wciąż walczę, by się tego pozbyć. Z rzyganiem jak na razie się pożegnałam, więc nie jest najgorzej, ale dalej do "Chciałabym jeść o stałych porach, ograniczyć węglowodany do minimum, pić więcej wody i zacząć ćwiczyć" jest mi daleko. Zawsze ta szybko się poddaje, by się nawpierdalać i zacząć od początku.
OdpowiedzUsuńJa lubię przebywać sama jak jest ładny, ciepły wieczór i siedzę w miejscu gdzie jestem sama ze sobą;)
OdpowiedzUsuńTrzymaj się kochana:**
Dlaczego postanowiłam zmienić bloga?
OdpowiedzUsuńChciałam zacząć od nowa dietę. Zapomnieć o ostatnim okresie praktycznie samych porażek. Taki nowy start;)
Poza tym tamten blog był wkurzajacy. Jak chciałam odwiedzić jakieś blogi to musiałam klikać w każdy link, żeby sprawdzić czy nie ma nowej notki, teraz nie muszę;)
Pozdrawiam:D