Czas zgrabnym ruchem wyłamać ociężałe kraty, wydostać się z niewoli mentalnych łańcuchów. W otchłani ciemnych podziemi zaczyna brakować mi powietrza, nie mogę tutaj tkwić dłużej.
Wstręt do własnego ciała narasta we mnie z niewiarygodną siłą. Nie potrafię oprzeć się przytłaczającemu wrażeniu, że obrastam zwałami tłuszczu, że leje się on ze mnie hektolitrami z każdym ruchem.
Muszę zmienić strukturę tego bloga.
Czas zgrabnym ruchem wyłamać ociężałe kraty, wydostać się z niewoli mentalnych łańcuchów. - cieszę się! I mam nadzieję, że będę mogła stanowić jakieś wsparcie:)
OdpowiedzUsuńMyślę, że to naprawdę super ze strony tego M., że tak powiedział. To na pewno znaczy, że jemu naprawdę na Tobie zależy, bo takie gry na czyichś i swoich emocjach na pewno bardzo się na nas odbijają. Mnie wtedy w relacji z tym gościem z wakacji, o którym Ci pisałam, bardzo odpowiadało to, że jemu na mnie nie zależy jako na osobie, że to jest takie proste, mimo że we mnie zawsze taki pusty seks budził obrzydzenie. Co prawda oczywiście nie poszłam z nim do łóżka, ale do tego to zmierzało od początku. W ostateczności myślę, że chodziło mi w tym o to, o co z tamtym chłopakiem z nocy, kiedy próbowałam się zabić. Takie potwierdzenie mojej beznadziejności, kompletny brak szacunku do samej siebie i przyzwolenie na własne zeszmacenie. Teraz jest ze mną o tyle lepiej, nabrałam do siebie szacunku przynajmniej do tego stopnia, że w życiu nie powtórzyłabym czegoś takiego.
I dziękuję, Twoje słowa mnie bardzo uspokoiły. Faktycznie czuję, że nie mam się z jego strony czego obawiać, po prostu kolejny raz odzywa się takie irracjonalne myślenie. Strach odbiera mi zdolność obiektywnego spojrzenia na całą sprawę.
A co do zmiany życia w ciągu paru miesięcy - to działa chyba w obie strony. Odchudzamy się, myśląc, że to nam na 100% zapewni szczęście i samoakceptację, że gdy już osiągniemy docelową wagę, nasze życie nabierze barw, wszystko będzie lepiej. Gdy już zauważamy, że to bardzo naiwne i zgubne, chcemy jak najszybciej naprawić swoją psychikę i ciężko nam pogodzić się z tym, że teraz jest ona w dużej mierze pod władaniem choroby.
'Ale nie żałuję. To po prostu musiało się stać.' - bardzo cieszą mnie te słowa. I mam tak samo. ED to tak wieloczynnikowe choroby, że nie ma co wypominać sobie niektórych sytuacji, gdy być może mogłyśmy zrobić coś inaczej i nie skończyć w taki sposób.
Też boję się, że ktoś mógłby odkryć tego bloga. Kiedyś naiwnie podałam adres koleżance, która też się odchudzała i teraz żałuję. Jeśli dalej go odwiedza, to dowiedziała się np. o próbie samobójczej, a o tym wie naprawdę góra sześć osób. Ale przynajmniej wiem, że na pewno nikomu nie powie, jest naprawdę godna zaufania. Ale jak sobie pomyślę, że bloga odkryłaby mama... Masakra, ona i tak przeżywa bardzo moją chorobę, czasami wbrew sobie pytam ją o to, czy na pewno nie wydaje jej się, że przytyłam i widzę, jak bardzo ją to niepokoi. Poza tym o wielu rzeczach chcę jej powiedzieć wprost, sama.
Powiem Ci, że mam ten sam problem z akcpetacją siebie. Choć jest o wiele lepiej, wciąż chcę schudnąć. Wrócić do takiego BMI, jakie miałam kiedyś. Albo przynajmniej do tych 50kg. I hahah, określam siebie dokładnie w ten sam sposób, albo wieloryb, albo spasiona świnia. Do luster przy rozbieraniu się staram się mieć dystans, bo jest ich u mnie tyle, że zwariowałabym. Ale czasami chce mi się płakać, gdy widzę swoje nogi. Ale nie możemy się na tym skupiać. Jeśli na razie nie możemy z tego zrezygnować - trudno. Skupmy się więc na wszystkim, co się dzieje wewnątrz.
The Bigger One
Jeszcze co do rodziny! Skoro jeszcze nie jesteś gotowa, to daj sobie czas, tak myślę. Nic na siłę. Ja już od pół roku mam przyjść do terapeutki z mamą, żeby wyjaśnić jej niektóre rzeczy, ale wciąż nie czułam się gotowa i terapeutka zawsze powtarzała, że to nic nie szkodzi, że to zależy tylko ode mnie. Dopiero teraz, za dwa dni, idziemy razem na tą terapię rodzinną i w sumie jestem gotowa. Ale zobacz, ile musiało upłynąć czasu, odkąd podjęłam walkę z chorobą, żebym się przemogła, choć mój kontakt i z mamą, i z siostrą jest naprawdę dobry.
OdpowiedzUsuńTak więc myślę, że serio nic na siłę:)
The Bigger One
Moja rada jest taka, żebyś coś w sobie zmieniła. Nie chodzi mi o wagę.. Zmień fryzurę, zrób kolczyk, tatuaż.. Cokolwiek. Mi bardzo dużo dało to, że zrobiłam kolczyk w nosie. Naprawdę jestem teraz pewniejsza siebie i szczęśliwsza. Gdy jestem smutna wystarczy, że spojrzę na kolczyk i już zmienia mi się humor. Naprawdę zmiany co jakiś czas są dobre. Wtedy jest coś ciekawego, coś nowego. Tylko Tobie też musi się to podobać. :* A jak inny tego nie zaakceptują to już ich problem. Ty jesteś najważniejsza ;)
OdpowiedzUsuńŚwietny bilans,powodzenia w dalszej diecie ;)
OdpowiedzUsuńhttp://droga-do-perfekcji.blogspot.com/
Bilans super kochana, dawno takiego u ciebie nie widziałam ;)
OdpowiedzUsuńTrzymaj się ! <33