Błądzę szukając siebie.
Nie potrafię swobodnie werbalizować myśli, ponieważ swoista część mnie uległa degradacji, została wchłonięta przez nienasycone monstrum. Bezradnie obserwuję jej ekspansję i naiwnie wierzę, że napełni mnie ukojeniem.
Jestem zagubiona. Nie należę nigdzie.
Przygniata mnie ludzka monotematyczność, tłumię w sobie chęć, by w owładnięciu afektem pozwolić mojemu rozgoryczeniu wypłynąć na zewnątrz. Noszę na sobie szal utkany z krzyków tysiąca martwych dusz, na które składają się niespełnione marzenia i odrealnione sny.
Dlaczego wszędzie czuję się jak nieoswojone zwierzę zamknięte w wyimaginowanej klatce?
Usycham.
Uczę się żyć bez Ciebie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz