środa, 24 lipca 2013

dwadzieścia sześć

Dzień dobry o 7:30. To miało w sobie coś przewrotnego. Parodia bliskości. Następnie cisza. Pustka. Tak właśnie wygląda moje życie, w porywach.
Znów nie mogę spać. Jestem otumaniona, mam problem z werbalizowaniem myśli, wysławianiem się i koncentracją, ale paradoksalnie podoba mi się oddźwięk obecnego stanu, emanuję spokojem, o który błagałam i którego nie chcę naruszyć.
Panuję nad jedzeniem. Nad sobą. Życie ponownie nabrało smaku wody z cytryną. Nie chcę tego stracić. Jednak jestem w pełni świadoma ulotności i kruchości moich pokładów siły. Obsesyjne myślenie pomaga mi uchronić się przed drobnym kamyczkiem, który może spowodować niemożliwą do okiełznania lawinę.
Usiłuję znaleźć sobie zajęcie, żeby nie zostać samotnie na polu walki z poczuciem własnej niedoskonałości, by przetrzymać siebie. Uciekam? Nie. Po prostu czas działa na moją korzyść.
Czy potrafiłabym żyć bez mojego bólu, bez mojej pustki? Czy będę umiała przyjąć to, co życie po względnie długim okresie zwlekania jest gotowe mi zaoferować?

1 komentarz:

  1. to porownanie do kamyczka ktory moze spowodowac lawine jest po prostu mistrzowskie. ! powodzenia ; )
    xoxo

    http://highway-to-happiness.blog.pl/

    OdpowiedzUsuń