Układałam mentalne puzzle. Niwelowałam mnogość swoich światów. Zagłębiałam się w sobie i analizowałam swoje wnętrze.
Przecież nie mogę im tego powiedzieć, więc odpowiadam: "Nic". "Nic szczególnego".
Jestem narzędziem w rękach potwora wewnątrz mnie, którzy przy użyciu mnie pragnie pochłonąć cały świat. To jest ten pierwiastek zła we mnie. Muszę się wyswobodzić spod jego władania, wyrzucić go z siebie.
Gniew. Żądza. Zazdrość. Zawiść. Chęć posiadania. Nienasycenie. Chciwość. Głód..
Będę zajmowała się mentalną układanką. Rozsypię się na kawałki. Podzielę je na dwie grupy - wrzucę część wrzucę do worka A(...)., drugą do worka B(inge). Z wyselekcjonowanych części ułożę nowe układanki. Ułożę siebie. Ale czy nadal chcę mieć dwie układanki?
Zinternalizowałam monstrualny strach przed bliskością. Nie potrafię jeszcze o tym pisać.
- Już nie chcę tego robić...
- Chcesz.
- ...już tego nie potrzebuję!
- Potrzebujesz.
"Teraz go akceptuję. Tak jak akceptuje się to, że twoja miłość sprawiła sobie zwierzątko i teraz dzieli swoj czas na ciebie i na zwierzę, ale masz świadomość, że ono jej nie odbierze."
Gdybyś tylko wiedziała...
Powinnam monitorować postępy i zaznaczać dni, w które udało mi się uniknąć kompulsów?
Witam.
OdpowiedzUsuńTych czynników, które wpłynęło na moją chorobę, było mnóstwo. Po pierwsze w dzieciństwie byłam chudziutka, a moja starsza siostra dość pulchna. Często czułam się od niej gorsza z różnych powodów, miałam wrażenie, że tata bardziej kocha ją niż mnie. Czasami miałam wrażenie, że jedyne, w czym ją przewyższam, to moja chudość. Rodzina często mówiła, że jestem taką chudzinką i zaczęłam traktować chudość jak coś mojego. Do tej pory, gdy tylko przytyję, nie czuję się w pełni sobą, czuję się niekompletna i mam to chore poczucie, że aby być sobą, muszę mieć niedowagę.
Poza tym gdy miałam 7 lat, rozwiedli się moje rodzice i wtedy tak jakby skończyło się moje dzieciństwo. Brakuje mi tego poczucia bezpieczeństwa i dziecięcej naiwności. Zbyt szybko musiałam dorosnąć, potem wydarzyło się jeszcze dużo bolesnych rzeczy, na które nie miałam wpływu. Jakoś w wieku 12 lat zaczęłam chować swoje emocje do środka, żeby nie martwić innych. Moja mama miała wtedy depresję i nie chciałam przysparzać jej problemów swoim płaczem. Zauważyłam, że jest coś co mogę kontrolować, na co mam wpływ, czyli moje ciało. Zaczęłam przenosić negatywne emocje na jedzenie. To tak bardzo w skrócie;) może napiszę o tym wszystkim w kolejnej notce u siebie. Jak było z Tobą?
Poczytam Twojego bloga przy wolnej chwili, żeby zorientować się w Twojej sytuacji, ale powiem Ci po tej notce, że moja terapeutka zawsze przy analizowaniu moich kompulsów mówiła mi, żebym się zastanowiła, co wywołało ten napad. Coś konkretnego czy znów po prostu nagromadzenie negatywnych emocji. Myślę, że w ten sposób możesz je monitorować. Może faktycznie zaznaczaj te dni, w których nie będzie kompulsów i sprawdź, ile było takich w tygodniu?
Pozdrawiam:)
http://some-girls-are-thinner.blogspot.com/
Też myślę, że możemy sobie pomóc:) Poczytam Twoje blogi, ale to już jutro, chcę tylko tak na szybko napisać o tych kompulsach jeszcze. Wiesz, ja je nazywam kontrolowaną utratą kontroli. Zwykle gdy czuję, że już nie mogę wytrzymać tego wewnętrznego napięcia, tej swojej maski, zamykam się w pokoju i wpierniczam. To też takie trochę obrzydliwe oczyszczenie, rozładowanie emocji. Potem płaczę, jestem na siebie wściekła, ogólnie wiadomo, nienawidzę tego, ale zauważyłam, że to też w jakiś sposób odwracanie uwagi od tego, co wywołało napad. W sensie że znów bardziej skupiam się na jedzeniu, nienawiści do jedzenia niż na faktycznym problemie. Czasami jest tak, że gromadzi się we mnie to napięcie i wystarczy naprawdę głupota, żebym rzuciła się na jedzenie i wtedy jeszcze trudniej jest dojść do źródła tego złego samopoczucia, bo kompuls wyszedł na przykład z tego, że dostałam jedynkę w szkole. Czasami napad jest też dla mnie formą kary. Gdy coś zawalę, myślę sobie 'żryj grubasie, tylko to ci zostało, jesteś tak beznadziejna, że możesz być gruba'. A potem karą za napad jest ten ból brzucha, bo skoro czytałaś moje notki, to wiesz, nie umiem wymiotować:)
OdpowiedzUsuńMusimy się zgadać, na pewno obie możemy się od siebie czegoś nauczyć lub na sobie samych zauważyć jakieś własne mechanizmy, które nam umykają i uniemożliwiają wyleczenie:) jutro na pewno przeczytam Twojego bloga. Twój styl pisania absolutnie mi nie przeszkadza, podoba mi się.
pozdrawiam:)
http://some-girls-are-thinner.blogspot.com/
Nienawidzę tych pytań, bo nigdy nie wiem co na nie odpowiedzieć. Sprawiają tylko, że zaczynam się zastanawiać Co u mnie i wychodzi na to, że NIC. I wtedy uświadamiam sobie, ze nic się nie zmienia i mam nudne życie..
OdpowiedzUsuńNie układaj siebie na nowo. To wszystko są ludzkie uczucia i nigdy się ich nie pozbędziesz. Można je zmniejszyć, ale nie wymazać.
Nie jestem do końca przekonana czy to dobry pomysł z zapisywaniem tych dobrych i złych dni z jedzeniem, ale możesz spróbować.